Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

Bądźmy razem i uczmy się siebie nawzajem 11. lutego 2012, 19:53

Już jutro ruszamy na długo oczekiwany, siedmiodniowy obóz zimowy! Harmonogram zajęć na czas naszego pobytu w Kleczy Dolnej jest bardzo urozmaicony. Odwiedzimy m.in. Wadowice oraz Inwałd. Relację z tego, co dokładnie robiliśmy przez ten tydzień, zdamy po powrocie. W naszej galerii pojawią się również zdjęcia z obozu.

Już dziś zapraszamy serdecznie, do ponownego odwiedzenia naszego bloga i poczytania o tym gdzie i w jaki to sposób się siebie uczymy.

Do usłyszenia za tydzień!

A nadzieja znów wstąpi w nas.. 08. stycznia 2012, 22:58

..czyli kilka słów o tym jak spędziliśmy grudniowy czas.

Kolejna wigilia „Łanowej” była powodem do radości dla nas wszystkich. Każdy człowiek chce być w ten świąteczny czas blisko innych, chce czuć się kochanym i potrzebnym. Chce poczuć, że z tym wyjątkowym wigilijnym dniem wstępuje w niego nowa nadzieja – nadzieja, że jest jeszcze dla nas miejsce na ziemi pełne czułości i rodzinnego ciepła. Dla naszych podopiecznych takim miejscem stają się spotkania wigilijne w „Beczce”, kiedy to razem z opiekunami tworzą jedną wielką rodzinę, której ciepła nie brakuje.

Podopieczni będący w grupie dłużej, jak Adaś, Łukasz, Daniel, Marcin, czy Krystian mają świadomość wyjątkowości tej chwili, tego, że nie jest ona zwykłym cotygodniowym spotkaniem. Różnicę stanowi już samo miejsce, gdzie odbywa się msza – tym razem w głównym kościele. Wszyscy, w odświętnych strojach, uczestniczą we wspólnej modlitwie z wiernymi i czują, że to, co dzieje się wokół nich jest niezwykle ważne. Różnicę można było zauważyć również po zachowaniu Patrycji, która jeszcze bardziej ochoczo niż dotychczas włączała się w modlitwę i śpiew.

„Idziemy do Beczki” – nawet dla niesłyszącego Adasia nie ma przeszkód w zrozumieniu tych słów. Beczka – wigilia – opłatek – modlitwa – rozmowa – życzenia – uściski – Mikołaj – prezenty – radość. Aż ciężko uwierzyć, jak bardzo podopieczni cenią sobie ten moment. A przecież jest on tylko raz do roku..

Marcin, Bartek i Adaś najbardziej ucieszyli się z wizyty św. Mikołaja. Nie mogąc doczekać się prezentów, skłonni byli nawet zastąpić go w powinności. Na wigilii obecny był również Mateusz, który był z nami na obozie letnim oraz Weronika – nowa podopieczna – bardzo zafascynowana wszystkim, co działo się wokoło. Może prócz dużego pana z brodą i workiem pełnym podejrzanych rzeczy. Ciężko było nakłonić naszą małą pociechę do odebrania prezentu z rąk Mikołaja.

Choć wydaje się, że radość czerpać można jedynie z czynnego udziału w spotkaniu, Monika, Daniel, Stramek i Patrycja dali nam jednak dowód, że również z obserwacji i prostego „bycia razem” można czerpać wiele dobra i radości. Ową radość okazują oni z każdej najdrobniejszej rzeczy, każdej możliwości rozmowy z drugą osobą.
Widząc tę radość i dobro, rodzi się w nas nowa nadzieja. Obyśmy zawsze mieli szansę w czasie takich spotkań dawać je naszym podopiecznym i wzajemnie – czerpać ją od nich.
Miejmy nadzieję!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Wspólna Wigilia po raz... który to już raz? 10. grudnia 2011, 09:56

Tak bardzo wpisała się ona w naszą tradycję, że ciężko zliczyć, który to już raz się na niej spotkamy. Tym razem już w następną niedzielę – 18 grudnia. Wigilijne spotkanie rozpoczniemy o godz. 9:00 – Mszą św. w kościele oo. Dominikanów, a następnie udamy się do „Beczki”, by dalej świętować.
Zapraszamy do przybycia i spędzenia z nami tego przedświątecznego czasu, o którym na pewno jeszcze tutaj napiszemy – miłe rzeczy miło wspominać, a ta do takich bez wątpienia należy.

Poniedziałkowe spotkania - zaczynamy! 15. października 2011, 09:11

Poniedziałek, godzina 16.45, kapitularz oo. Dominikanów przy ul. Stolarskiej 12 – to data i miejsce naszych cotygodniowych, poniedziałkowych spotkań, które w tym roku akademickim zaczynamy już od najbliższego poniedziałku (17.10.2011). Piszemy o tym, ponieważ:

Zapraszamy wszystkich!
Stałych bywalców, jak i osoby nowe, które chciałyby się w całą inicjatywę zaangażować. Nie wymagamy od nowo przybyłych osób natychmiastowych deklaracji, dotyczących systematyczności chodzenia. Nie przydzielamy na pierwszych spotkaniach podopiecznych. Dajemy czas, by poobserwować i… zachwycić się, jak My – „Łanowicze” i w tym zachwycie z nami pozostać.

Warto wiedzieć, jak te spotkania wyglądają
Najpierw spotykamy się na wspólnej mszy Św. w kapitularzu, a później udajemy się na spacery, zajęcia plastyczne. Czasami zamiast takiego standardowego spotkania organizujemy dalsze wyprawy jak np. do „Anikina”, do ogrodu doświadczeń, nad Wisłę, itd.

Chcemy, aby każdy zainteresowany do nas trafił.
Wystarczy pojawić się o 16.40 przed kościołem oo. Dominikanów i tam na pewno nas odnajdziecie. Jeżeli nie, kierujcie się w stronę krużganków, a później kapitularza, pytając o Łanową, a na pewno ktoś Was dobrze pokieruje.

Gorąco zachęcamy!

..bo w Ciężkowicach fajnie było! 14. października 2011, 14:37

To już kolejny obóz, na który udało nam się wyjechać dzięki hojności naszych dobroczyńców, dzięki kwestom, jak i zaangażowaniu opiekunów. Wszystkim częściowo zaangażowanym, jak i tym bardziej, serdecznie dziękujemy!

W ramach naszego obozu wybraliśmy się po raz drugi do zaprzyjaźnionego ośrodka w Ciężkowicach. Osiem dni, które tam spędziliśmy, były naprawdę owocnym „wypoczynkiem“.

W pierwszych dniach naszego pobytu, wybraliśmy się do domu Św. Jacka w miejscowości Jamna. Wzięliśmy tam udział w Mszy św., którą odprawił nasz O. Grzegorz, a następnie udaliśmy się na krótki spacer, połączony z odwiedzinami bardzo słynnego mieszkańca Jamnej – osła Janusza, który to mi.in. Bule, Zosi i Stramkowi bardzo przypadł do gustu. Janusz nie był jedynym obiektem zainteresowań naszych podopiecznych. Nie lada atrakcją dla Patrycji, Stramka, Piotrka i Moniki były konie z pobliskiej zagrody.
Codziennie w czasie obozu mieliśmy msze Św., które odprawiał Ojciec Grzegorz. Oprawa muzyczna mszy wzbudzała szczególne uznanie, zapał do śpiewu i modlitwy u Patrycji. Pieśni opanowała ona już na tyle dobrze, że ku ogólnemu zaskoczeniu, jako pierwsza zaczynała je śpiewać, gdy tylko rozbrzmiewały pierwsze akordy – jest niesamowita!
Kolejną obozową atrakcją był wyjazd na hipoterapię do ośrodka w Stróżach. Zintegrowaliśmy się tam z grupą niepełnosprawnych osób, przebywających na turnusie w tamtejszym ośrodku, w takim stopniu, że już po chwili ciężko było mówić o dwóch różnych grupach, a można było o jednej, bardzo dobrze się porozumiewającej. Po wspólnym grillowaniu doczekaliśmy głównej atrakcji – przejażdżki konno. Nie ważne było w jakiej pozycji się jedzie, przodem na siedząco – jak Molo – czy tyłem do kierunku jazdy – jak Stramek, czy Monika. Ważna była ogólna radość wypływająca z jazdy.
Po tak intensywnym dniu należało odpocząć. Dużo czasu spędzaliśmy w ogrodzie, na rozmowach lub po prostu, na wypoczynku. A chęć do wypoczywania była wielka, bo i pogoda bardzo nam dopisywała. Dla tych nieutrudzonych licznymi wyprawami, również znaleźliśmy zajęcie..
Mąka, sól, trochę wody i jest.. masa solna, od której niektórych np. Bartka, Bułę, Daniela, Jaśka i Dominika nie można było odciągnąć. Lepienie kulek, rozpadających się w błyskawicznym tempie, wymagało od podopiecznych nieprzeciętnego sprytu. Rozmyślanie nad składem chemicznym rozpadającego się ciasta było zajęciem m.in. Jaśka, który skrzętnie badał wiaderka z podejrzaną substancją.
Puszczanie baniek mydlanych pochłonęło zupełnie Dodminika, Bułę, Łukasza, Monikę, Mańka i Marcina. Trzeba przyznać, że niektórzy, jak Marcin – zwolennik wszystkich obiektów poruszających się na wietrze – do perfekcji opanowali tę czynność.
Na koniec dnia rozwijaliśmy swoje umiejętności taneczne. Stałym punktem naszego obozu jest dyskoteka. Tym razem mistrzami parkietu okazali się Jasiek, Bartek, Maniek i Maciek. Łukasz czuł się na tyle pewnie, że nie miał najmniejszych oporów, aby zatańczyć z siostrą zakonną – wypadli znakomicie!
Kolejne dni nazwać można „basenowymi“. Nie ważne, czy pływak, czy nie, każdy mógł się dobrze bawić. Odwiedziliśmy bowiem basen w Gorlicach oraz Figloland w Nowym Sączu z m.in. basenem kulkowym i innymi zabawowymi atrakcjami.
Końcową atrakcją naszego obozu był wyjazd do Rożnowa, gdzie wzięliśmy udział w rejsie po Jeziorze Rożnowskim. Pokonanie nieprostej drogi po molu, by dostać się na upragniony statek, nie było żadną trudnością dla „wózkowiczów”, czego najlepszym przykładem był Molo.
Adasiowi i Molakowi rejs spodobał się tak bardzo, że dzięki życzliwości kapitana statku, załapali się oni na rejs z drugą turą pasażerów.
Ostatnią już atrakcją była dogoterapia. Nasi czworonożni przyjaciele zawsze wzbudzają wielką radość wśród podopiecznych, po czym giną oni w licznych uściskach, całusach, ogólnych pieszczotach. Tak też było tym razem.

Tak oto spędziliśmy część wakacji. Czy było warto? – pytanie retoryczne. Zresztą, zawsze i Ty możesz być jednym z nas – „obozowiczów“ – i samemu się przekonać.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Subskrybuj