Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

Wspólna modlitwa przed pielgrzymką 25. marca 2015, 13:05

W poniedziałek zostaliśmy zaproszeni do uczestniczenia we mszy świętej w Kościele Najświętszej Maryi Panny z Lourdes.

Podczas Eucharystii celebrowanej przez o. Tomasza Rojka, modliliśmy się wspólnie z organizatorami wyjątkowej pielgrzymki do tej francuskiej miejscowości. Od 1971 roku z inicjatywy Marie Helene Matthieu i Jeana Vaniera w Wielkanoc gromadzą się tam tysiące niepełnosprawnych młodych ludzi, by w tym świętym miejscu dziękować oraz prosić Matkę Boską o wszelkie łaski. Spośród naszej grupy, rok temu okazję do pielgrzymowania mieli Dawid Kopeć oraz Paweł Szewczyk, a już niedługo do Lourdes wyjedzie Grześ Molak.

Najświętszej Maryi Pannie powierzyliśmy wszystkich wspaniałych ludzi, którzy przyczynili się do organizacji pielgrzymki oraz wraz z Podopiecznymi ponownie mogliśmy odkrywać piękno Pana Boga i siłę wspólnej modlitwy. Dziękujemy!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


A na koniec cóż powiedzieć? "Żal było odjeżdżać..." 04. marca 2015, 09:33

Przez 21 lat działalności „Łanowa” zdołała wyszukać sobie miejsca, w których po prostu czujemy się dobrze. Jednym z nich jest Dom Rekolekcyjny Księży Pallotynów w Kleczy Dolnej k. Wadowic. Właśnie tam wraz z naszymi Podopiecznymi wybraliśmy się na kolejny obóz.

Podobnie jak w zeszłym roku, nasz wyjazd „zimowy” był tylko z nazwy. Mimo ambitnych planów związanych ze śniegiem i aktywnościami z białym puchem w roli głównej, i tym razem musieliśmy obejść się smakiem. Nie oznacza to, że podczas obozu się nudziliśmy. Takie coś jak „nuda” w naszym słowniku po prostu nie istnieje, a wie o tym każdy, kto choć raz spotkał nas i naszych Podopiecznych.

Po niedzielnych obowiązkach związanych z przybyciem na miejsce i przygotowaniem ośrodka (oraz siebie) do tygodniowego wyjazdu, kolejnego dnia wybraliśmy się do Wadowic, by na własnych podniebieniach przekonać się jak smakują słynne papieskie kremówki. Miasto Jana Pawła II przywitało nas przejmującym zimnem i wizyta w Kawiarni Mieszczańskiej była chyba najlepszym, co mogło nas spotkać. Pyszne ciastka oraz kawa okazały się wspaniałą nagrodą za kilkanaście minut marszu przy lodowatym wietrze. Na długo zapamięta nas też bardzo miła obsługa, a szczególnie Krystiana Koronę, który w zamian za kolejne ciacho oferował jednej z Pań… kwiaty porwane z jednego ze stolików.

We wtorek za oknem ujrzeliśmy piękne słońce, co cieszyło nas podwójnie, bo oprócz znacznie lepszego samopoczucia od samego rana, tego przedpołudnia odwiedzaliśmy „Mini ZOO” w Inwałdzie k. Andrychowa. Oprócz tradycyjnej już jazdy na koniach, w niezwykle urokliwym miejscu wraz z Podopiecznymi mogliśmy podziwiać wiele innych zwierząt (w tym wyjątkowo rozbrykane osły), które również były wyraźnie zainteresowane naszym przybyciem. Choć tego dnia pogoda dopisywała, nikt nie odmówił ciepłej herbaty, którą zaserwowali nam gospodarze przy palącym się ognisku. Jesteśmy przekonani, że do nich wrócimy i już teraz planujemy letnią wizytę w Inwałdzie.

Ponieważ w tym roku nasz obóz wypadał w samej końcówce karnawału, nie mogliśmy przegapić okazji, by bawić się na tzw. ostatkach. Dyskoteka zorganizowana wyjątkowo we wtorek (a nie wieczór przed wyjazdem, jak mamy w zwyczaju), spowodowała u kilku naszych Podopiecznych delikatną dezorientację, ale nie przeszkodziła w świetnej zabawie w rytm muzyki i świateł. Nie zabrakło też – a jakże – czegoś słodkiego i duuuużej ilości coli :)

Podobnie jak podczas poprzednich obozów, wspaniałą atrakcją – bez której nie mogliśmy się naturalnie obejść – była dogoterapia. Tym razem psy odwiedziły nas w ośrodku, wywołując wielkie uśmiechy na twarzach Podopiecznych. Wygodny „materac” z grzbietu jednego z czworonogów zrobiła sobie Sandra, a Duży Wojtek z ogromną uwagą najpierw karmił, potem czesał a na końcu prowadził psa po jednym z kilku wyjątkowo długich korytarzy, kryjących się w Domu Rekolekcyjnym w Kleczy. Nie on jeden, gdyby to tylko było możliwe, chętnie namówiłby właścicieli do pozostania z nami aż do końca obozu.

Pytania Marcina Jakubowskiego o wizytę na basenie, rozpoczynają się już w dniu wyjazdu z DPS-u. Tym razem jego opiekunowie musieli być wyjątkowo cierpliwi, bo na pływalnię wybraliśmy się dopiero w czwartek. Obiekt w Suchej Beskidzkiej spełnił z pewnością oczekiwania wszystkich miłośników wodnego szaleństwa. Oprócz tradycyjnego basenu, po dnie którego jak zwykle spacerował Krystian Szczepaniak, mogliśmy też wygrzewać się w jakuzzi oraz przejechać się krętą zjeżdżalnią. Ta bardzo spodobała się Grzesiowi Molakowi oraz Marcinowi Pilchowi, który wraz ze Staszkiem wywołał sporo śmiechu. Ich wspólny przejazd – biorąc pod uwagę postury obu panów – był dla obserwujących ich prawdziwym wydarzeniem dnia :)

Choć każdy nasz obóz jest tak naprawdę wyjątkowy, bez „kulek” czyli odwiedzin w centrum zabaw, byłby po prostu niepełny. Przy okazji pobiliśmy chyba rekord „Łanowej” w długości )a raczej krótkości) trasy, którą musieliśmy pokonać od naszego ośrodka. Z zegarkiem w ręku jazda autobusem trwała dokładnie minutę i 21 sekund, bowiem „Fadolandię” można było bez trudu dostrzec z jednego z okien Domu Księży Pallotynów. Krótka podróż nie pozwoliła na odpoczynek pakującym i rozpakowującym autokar opiekunom, ale Podopieczni z pewnością cieszyli się, że już po chwili mogli ruszyć w gąszcz atrakcji: basen z kulkami, piętrowe, kolorowe korytarze, klocki, samochody i wiele innych. Dobrej zabawie sprzyjali bardzo życzliwi właściciele, którzy specjalnie dla nas przygotowali miski z popcornem oraz pozwolili na przedłużenie wizyty o kolejną godzinę. Nikt bowiem nie chciał wracać do domu.

Oprócz tradycyjnych wyjazdów, także w naszym ośrodku, mieliśmy sporo zabawy. Malowanie z Podopiecznymi, choć rozpoczęło się pod pozorem zapełniania farbami białych kartek, jak zawsze skończyło się wielką bitwą na kolory i wzory, tworzone za ich pomocą na twarzach wszystkich, którzy akurat pojawili się w naszej bawialni.

Centralny punkt każdego dnia stanowiła dla nas msza święta, którą celebrował dla nas o. Tomasz Rojek. Nasz duszpasterz po raz kolejny spędził z nami cały tydzień, wspierając nas w codziennych obowiązkach zarówno tych fizycznych jak i duchowych. Serdecznie dziękujemy!

Każdy kto choć raz wszedł do naszego świata wie, że czas spędzony na obozie „Łanowej” to czas magiczny, niepodobny do żadnego innego. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że dobro, poświęcenie i (nawet ta najprostsza) pomoc sobie nawzajem, to coś, co drzemie w każdym człowieku. Tylko od nas zależy, czy pozwolimy to w sobie odkryć. A jeśli masz jeszcze wątpliwości, jedź z nami na kolejny obóz!

I zostań.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Ciężkowice - to jest to! 18. września 2014, 07:35

„Ciężkowice? Oooo… tam jest tak super!” – taka reakcja była normą u każdego, kto dowiadywał się, gdzie w tym roku wyjeżdżamy ma nasz letnio-jesienny obóz. I zapowiedzi tych, którzy tę malowniczą miejscowość już z Łanową odwiedzili, sprawdziły się w stu procentach. Dzięki szczodrości naszych ofiarodawców oraz pomocy wielu wyjątkowych osób mogliśmy spędzić tam wspaniały tydzień i cieszyć się wspólnym wyjazdem z naszymi Podopiecznymi.

Od ostatniej wizyty łanowiczów w Ciężkowicach minęło już trochę czasu, jednak Siostry Służebniczki Dębickie, prowadzące tamtejszy Dom Rekolekcyjny, doskonale pamiętały wyjątkową grupę, która kilka lat temu gościła w ich progach. Siostra Halina, przełożona Domu Zakonnego z uśmiechem wspominała, że słynne powiedzenie Grześka Molaka – „A Tyyyyy???”, jeszcze kilka miesięcy po jego wyjeździe, rozbrzmiewało w rozmowach między nimi.

Łanowa swój obóz dość nietypowo rozpoczęła w poniedziałek. Ciężkowice przywitały nas jednak piękną pogodą, którą natychmiast wykorzystaliśmy na beztroski relaks w pobliskim ogrodzie. Aż żal było wracać do domu, jednak powód był niezwykle ważny – msza święta, którą odprawił dla nas ojciec Tomasz Rojek. Ku wielkiej radości naszych Podopiecznych oraz nas samych, nasz duszpasterz po raz kolejny spędził z nami cały obóz, będąc dla nas wielkim wsparciem duchowym i pozwalając każdego dnia na jeszcze pełniejsze zbliżenie się do Pana Boga w jego słowie oraz sakramencie pokuty.

Podczas tegorocznego wyjazdu (jak zawsze zresztą) potwierdziło się, że pomimo pozornej powagi, którą staramy utrzymać w życiu codziennym, tak naprawdę w każdym z nas drzemie dziecko. W pełni uwidoczniło się to podczas wtorkowej wizyty w gorlickiej Sali Zabaw „Mały Robinson”. Basen z kulkami, labirynty przeszkód, gry telewizyjne, zabawki i oczywiście słodycze, to wszystko czego wraz z naszymi Podopiecznymi potrzebowaliśmy do szczęścia. I wszystko to dostaliśmy, spotykając się przy tym z niezwykłą serdecznością właścicieli, którzy z nadzwyczajnym spokojem oglądali nasze szaleństwa.

W środę wybraliśmy się do Stróży, gdzie czekała nas dogoterapia. Co ciekawe, w tym roku okazję do skorzystania z niej miał także… jeden z opiekunów :) Szczególne wrażenie zrobiła na nas profesjonalna stadnina koni oraz wyjątkowych rozmiarów ujeżdżalnia. Sobą nie byłby Adaś, który w lot złapał, do czego służy wielka hala i solidnie zmęczył goniącego go wokół Staszka.

Prawdziwa jazda czekała nas jednak we czwartek. Mimo niewielkich problemów z dotarciem na miejsce, ostatecznie Pan Kierowca jak zawsze stanął na wysokości zadania i zaskakując nawet właścicieli ośrodka hipoterapii, podwiózł nas niemal pod sam jego próg. Konie to niezmiennie jedna z ulubionych atrakcji i tak było i tym razem. Na ich grzbiecie zasiadł każdy z naszych Podopiecznych. Czas oczekiwania na swoją kolej część wykorzystała na wesołe skakanie na znajdującej się obok trampolinie. Na szczególnie zadowoloną wyglądała najmłodsza Sandra, dla której był do pierwszy obóz Łanowej – z pewnością jednak nie ostatni.

O wizytę na basenie Marcin Jakubowski pytał już od kilku dni. Jego marzenie spełniło się w piątek, kiedy w końcu wybraliśmy się na pływalnię. Szalonej zabawie w wodzie nie było końca, a porządku i bezpieczeństwa z brzegu pilnowali Stramol i Grześ Ademi. W tym czasie pozostali wybrali się na spacer, wykorzystując wspaniałe słońce, które sprawiało, że wielu z nas miało wrażenie, że na nasz obóz nie wybraliśmy się w połowie września, a w pełni wakacji.

Sobota upłynęła nam pod znakiem odpoczynku. Choć pogoda tego dnia nie była nam bardzo łaskawa, przed południem zdążyliśmy wykorzystać pozytywne jej chwile na puszczanie wielkich baniek. Szczególną radość sprawiały one Dominikowi oraz Dużemu Wojtkowi, którzy do ostatniego momentu z zachwytem spoglądali w górę, obserwując uciekające w niebo mieniące w słońcu się mydlane kule.

Z nadzieją na dobrą aurę wypatrywaliśmy popołudnia, na które goszczące nas siostry zaplanowały grilla. Najbardziej wytrwali nie zrazili się coraz mocniej kropiącym deszczem i choć ostatecznie pyszne kiełbasy musieliśmy zjeść na jadalni, nikt nie mógł być rozczarowany, bowiem zdecydowanie było na co czekać.

Nie był to jednak koniec sobotnich atrakcji. Wieczorem wszystkich na imieniny zaprosił Daniel, a jego z pozoru niewinne przyjęcie przerodziło się (a jakże!) w momentami trudną do opanowania imprezę. Na parkiecie co rusz królował inny gatunek muzyczny. Zabraknąć oczywiście nie mogło hitów latynoskich w tym słynnego „Amor” Julio Iglesiasa, który wywołał szeroki uśmiech na twarzy Marcina Pilcha, a kolejne partnerki w mig przekonały się o jego niebywałych umiejętnościach tanecznych. Dysko-błysko nie obyło się także różnego rodzaju przekąsek. Wydaje się, że dodatkowe podziękowania dla wspierającej nas po raz kolejny firmy Bahlsen ze Skawiny powinien wysłać Krystian, który z szybkością światła wracał do stołu po kolejne ciastka.

Po przedpołudniowej niedzielnej mszy świętej nie pozostało nam już nic innego niż zapakować się do autobusu i wyjechać w kierunku Krakowa, choć każdy z nas bardzo chętnie w Ciężkowicach zostałby znacznie dłużej. Tak jak podczas każdego spotkania z naszymi wyjątkowymi Podopiecznymi, także ten obóz przyniósł nam kolejne wzruszenia i odkrycia. Sprawił też, że mogliśmy znów przekonać się, że Pan Bóg obecny jest w każdym i każdej z nas i tylko od nas zależy, czy chcemy go odnaleźć.

A do Ciężkowic na pewno wrócimy!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Wiosenna zima - wiosna w głowie 25. lutego 2014, 13:13

I wróciliśmy. Zimowy obóz minął nam bardzo szybko i radośnie, choć zimowy w tym roku był tylko z nazwy. Pogoda, którą mogliśmy się cieszyć, była zdecydowanie bardziej wiosenna i choć w naszym towarzystwie nie brak wielbicieli szaleństwa na śniegu, nikt nawet nie próbował narzekać.

Łanowa po czterech latach powróciła do Bystrej k. Bielska-Białej. Przez tydzień gościliśmy w Domu Rekolekcyjnym „Nazaret” i jak zawsze był to czas wypełniony ciepłem, miłością i wzajemnym poświęceniem, którego tak bardzo potrzebują nasi Podopieczni jak i my sami. Wielki udział w tym miał Proboszcz tamtejszej parafii – ks. Tadeusz Krzyżak, który urzekł nas swoim zaangażowaniem i zrozumieniem dla wyjątkowości naszej grupy.

Po nieco zwariowanej „przyjazdowej” niedzieli, w poniedziałek przed południem wszyscy byli zwarci i gotowi, by odkryć Park Dinozaurów. Ruchome (i wydające dźwięki!) prehistoryczne gady wzbudziły wielkie zainteresowanie naszych Podopiecznych, którzy mieli okazję tego dnia porządnie wygrzać się na słońcu i spróbować swoich sił w grze w golfa. W tej aktywności – co nie dziwi – brylował Adaś, który kije golfowe postanowił wykorzystać także jako… kijki do nordic walkingu oraz gitarę. Po południu dalej cieszyliśmy się wspaniałą aurą, wysyłając w niebo setki wielkich baniek mydlanych, lśniących i mieniących się w promieniach zdecydowanie wiosennego już słońca.

Tego dnia – ku naszej wielkiej radości – dołączył do nas nasz duszpasterz o. Tomek Rojek, który codziennie sprawował dla nas Eucharystię. Był także wspaniałym wsparciem dla wszystkich, którzy potrzebowali pojednania się z Panem Bogiem, chwili rozmowy czy szczerego i niepohamowanego śmiechu, we wzbudzaniu którego dzięki swojej niepowtarzalnej osobowości nasz ojciec jest prawdziwym mistrzem :)

Kolejną atrakcją przygotowaną dla nas przez Helenę Wypych i Kubę Jurka była dogoterapia. Wizyta psów w naszym ośrodku jest zawsze jedną z najbardziej wyczekiwanych i tak było także tym razem. Głośne krzyki radości Mola słychać było nawet na drugim piętrze! Grzesiek porządnie wymęczył zresztą jednego z czworonogów, który cierpliwie biegał za rzucaną przez niego piłką. Wielkie zainteresowanie widać było także w oczach Dużego Wojtka, który – co wcześniej sprawiało mu trudność – pozwalał pieskowi jeść prosto ze swojej dłoni, nie zważając na… mokre plamy, które ten zostawiał nosem na jego ręce.

Nowością w naszym obozowym kalendarzu atrakcji była wizyta w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Wszyscy razem wybraliśmy się do prawdziwego kina, gdzie mogliśmy zobaczyć kultowe dla nas opiekunów kreskówki – „Bolka i Lolka”, „Reksia” czy „Porwanie Baltazara Gąbki”. Przekonaliśmy się, że to co bawiło nas jako dzieci, absolutnie nie poddało się upływowi czasu i podobało się także naszym Podopiecznym, którzy z wielkim zainteresowaniem śledzili losy bohaterów znanych wszystkim bajek.

Takiego szaleństwa, jakie miało miejsce w Sali Zabaw „KidsLand” nie spodziewali się chyba najbardziej wyluzowani z nas. Prawdziwa wojna na kulki, wizyta gigantycznego królika, kolorowe korytarze, zjeżdżalnie i inne świetne atrakcje sprawiły, że dwie godziny spędzone tam minęły błyskawicznie. Nie było chyba osoby, która nie chciała krzyknąć na koniec: „ja chcę jeszcze raz!”.

Sprawdzonym i wzbudzającym wielkie emocje punktem programu na naszych obozach jest hipoterapia. Wybraliśmy się więc do Kóz (!), gdzie każdy z naszych podopiecznych mógł nie tylko jeździć konno, ale także pojechać na wycieczkę bryczką i zobaczyć na własne oczy jak wygląda profesjonalna stadnina oraz całe jej zaplecze. Dla zmęczonych w sympatycznym domku czekała herbata oraz ciastka, które w oka mgnieniu zniknęły ze stolika.

Na sobotnie przedpołudnie szczególnie czekał Marcin Jakubowski, który od kilku dni dopytywał się, kiedy w końcu pójdziemy na basen. W tym celu ponownie odwiedziliśmy sąsiednie Kozy. Zabawa w wodzie sprawiła nam i naszym Podopiecznym wielką radość. Ci, którzy na pływanie ochoty nie mieli, spędzili czas na znajdującej się obok hali sportowej. Oczywiście znaleźliśmy też czas na słodycze, które tak bardzo lubią nasi Podopieczni. No dobra, równie bardzo lubimy je my.

Na każdym obozie przychodzi smutny dla nas dzień odjazdu. Poranek niedzieli upłynął nam na doprowadzeniu do porządku naszego Domu, który dostosowany został przez nas do własnych potrzeb i dłuższą chwilę zajęło nam przemyślenie poprzedniej konfiguracji stołów, krzeseł i łóżek. Odnieśliśmy jednak pełny sukces i mogliśmy z czystym sumieniem udać się na mszę świętą w kościele parafialnym. Eucharystia, którą na zaproszenie ks. Proboszcza sprawował o. Tomek, była wyjątkowym i niezwykle wzruszającym momentem. Wspaniałe kazanie wygłoszone przez naszego duszpasterza, oprawa muzyczna, którą znamy z naszych łanowych mszy świętych, wybrzmiewająca w kościele pełnym wiernych, a przede wszystkim wspólna modlitwa Podopiecznych, nas – opiekunów oraz parafian z Bystrej była dla nas wielką nagrodą i darem od Pana Boga.

Dziękujemy wszystkim, bez których ten obóz byłby niemożliwy: naszym Darczyńcom, gospodarzom domu „Nazaret”, o. Tomkowi oraz wolontariuszom, którzy poświęcają swój czas i energię na głoszenie Podopiecznym Słowa Bożego. Dziękujemy Panu Bogu, za to że po raz kolejny dał nam przeżyć czas, który pozostanie w naszych sercach i głowach na bardzo długo i z pewnością wyda wspaniały owoc. Już myślimy o kolejnym obozie. My będziemy na pewno, czekamy też na Ciebie!

Podczas tegorocznego obozu w słodycze zaopatrzyła nas firma Bahlsen Polska ze Skawiny, za co wraz z naszymi uśmiechniętymi podopiecznymi serdecznie dziękujemy!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Poświąteczne świętowanie 13. stycznia 2014, 14:04

„Chwała na wysokości, a pokój na ziemi!” – głośny śpiew niósł się po krużgankach dominikańskiego klasztoru. Znak to, że jak co roku wraz z naszymi Podopiecznymi i przyjaciółmi „Łanowej” świętowaliśmy przyjście Pana Jezusa.

Tradycyjnie nasze spotkanie rozpoczęliśmy od „dziewiątkowej” mszy świętej w Bazylice. Zarówno dla nas, jak i przede wszystkim dla Podopiecznych, Eucharystia w „dużym” kościele jest ogromnym przeżyciem, a dla towarzyszących nam współwiernych okazją do poznania naszych Przyjaciół i przekonania się, że Pana Boga można chwalić w nawet najbardziej zaskakujące sposoby: głośnymi okrzykami, podskokami i śmiechem…

W czasie gdy większość modliła się podczas mszy świętej, w „Beczce” trwały przygotowania do… śniadania bożonarodzeniowego, które – co nie może dziwić – zadowoliło nawet najbardziej wybredne podniebienia. Sałatki, ciasta, ciasteczka oraz wiele innych smakołyków, szybko znikały z talerzy. Oczywiście jak w każdej Rodzinie także i u nas nie mogło zabraknąć opłatka i życzeń, które choć nigdy nie są łatwe do składania, tego dnia brzmiały naprawdę szczerze i promieniowały ciepłem i wzajemną miłością.

Nagły okrzyk radości mógł oznaczać tylko jedno: z prezentami do Podopiecznych (ale i niektórych opiekunów) przybył Święty Mikołaj! A przyniósł naprawdę fantastyczne podarunki: torba dla Grześka, nowa kurtka Krystiana, uroczy sweter Adasia czy płyta z ulubionymi przebojami Daniela to tylko niektóre z nich. Nie zabrakło także tego, co Podopieczni cenią ponad wszystko: duuuużej ilości słodyczy!

Wyjątkowym wydarzeniem była dla nas także pierwsza wizyta 6-letniej Sandry. Pełna energii i zarazem delikatna – choć na początku lekko onieśmielona – natychmiast podbiła nasze serca. Mamy nadzieję, że zostanie z nami, bo… my już na pewno jej nie wypuścimy :)

Niedzielne spotkanie – jak każde z naszymi Podopiecznymi – znów naładowało nas pozytywną energią. Po raz kolejny udowodniliśmy sobie, że choć na co dzień tak ciężko znaleźć nam chwilę na zastanowienie się, co jest naprawdę ważne – tutaj nie mamy co do tego żadnych wątpliwości.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Subskrybuj