Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

Obóz w Sielpi Wielkiej, czyli wulkan energii 12. marca 2017, 12:48

Po roku, po raz drugi przyjechaliśmy do ośrodka wypoczynkowego „Łucznik” w Sielpi Wielkiej. Jednak tym razem na polu leżało dużooo śniegu, a znajdujące się nieopodal jezioro było zamarznięte. Meteorolodzy nie ostrzegli mieszkańców, że wraz z naszym przyjazdem istnieje możliwość nagłego ocieplenia, a nawet wybuchu wulkanu… :)

W „busie” rozpoczęliśmy naszą wyprawę od modlitwy poprowadzonej przez Daniela. Zaraz potem Marcin puścił nam swój ukochany utwór – Amor i już wiedzieliśmy, że obóz rozpoczął się na dobre. Po przyjeździe mieliśmy trochę czasu wolnego na rozpakowanie się i odpoczynek. Część z nas bawiła się na świetlicy, inni wyruszyli na spacer, żeby zbadać okolice. Czuć było, że to znów „ten czas” – mnóstwo miłości, niekończących się buziaków i piosenek Disneya śpiewanych przez wolontariuszy.

W poniedziałek pojechaliśmy z samego rana na basen w Kielcach. Część z nas poszła popływać, inni poszli na spacer i pyszne ciacho w kawiarni. Na pływalni okazało się, że grasuje tam rekin – Olaf. Polował na nas, żeby zarazić nas śmiechem. Taki rekin to może być! Sporo było jeszcze innych gatunków ryb, znaleźli się nawet rycerze wodni, którzy walczyli długimi mieczami – wałkami. Nasza fantazja nie zna granic! Popularnością cieszyło się oczywiście jacuzzi i ogromna, niebieska ślizgawka. Nasze dzieciaki wspinały się z radością na sam szczyt, żeby zjechać z niej ze swoim opiekunem. Alternatywą tej atrakcji, docenioną przez Adasia czy Krystiana, była nieco mniejsza ślizgawka, przy której „psikala” mała fontanna w kształcie pingwina. Po wyjściu nasi podopieczni dojrzeli w mgnieniu oka automaty ze słodkościami, od których nie sposób było odejść! Dla Adasia natomiast największą atrakcją była winda :).
W tym dniu atrakcje trwały aż do wieczora. Na obozie każdy dzień jest szczególny, ale ten był wyjątkowy, bo Łukasz obchodził urodziny. Zaśpiewaliśmy mu głośno „Sto lat” i wyściskaliśmy. Łukasz dostał urodzinową czapeczkę i prezent, a potem rozdawał wszystkim słodycze z paczki – to dopiero dżentelmen!

Następny dzień – wtorek 14 lutego też był niezwykły, bo to przecież Walentynki. Chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć, aby spędzić ten czas w lepszym towarzystwie. Tuż po śniadaniu wyruszyliśmy na kulki do Bawialni AQQ. Nasz autokar nie mógł z początku ruszyć, co według Adama było wielką tajemnicą, a właściwie – „pielmienicą”. Jednak udało nam się dotrzeć i uczcić ten dzień jak należy, czyli na wesoło. Opiekunom bardzo udzielił się ten walentynkowy nastrój i w autobusie śpiewali każdą możliwą piosenkę o miłości. Dzieciaki były z tego powody przeszczęśliwe. Na miejscu część Łanowiczów od razu zanurkowała w basenie z kulkami i stoczyła bitwę. Paweł zafascynował się grą wyścigową, przy której siedział na specjalnym, wielkim fotelu. Kubuś i Dawidek podskakiwali w pozycji leżącej na trampolinach, a Adaś podgrzewał popcorn w zabawkowej kuchence mikrofalowej. Olaf zwiedzał salę jeżdżąc czerwonym autkiem. Miłośnicy wspinaczek mieli okazję, żeby wykazać się swoją sprawnością, przeczołgując się przez liczne przeszkody, a na koniec zjeżdżając z długich, kolorowych ślizgawek. To był bardzo udany, miłosny czas.

W środę mieliśmy aż dwie atrakcje. Najpierw pojechaliśmy na Ranczo Gajewskich. Pogoda była iście wiosenna, więc część z nas wybrała się na spacer w pierwszych promieniach słońca. W międzyczasie, większość z naszych Podopiecznych odbyła przejażdżkę na koniu. Łukasz jak zwykle wolał obserwować hipoterapię z daleka, ale byli też tacy, którzy mimo wcześniejszego oporu, dali się namówić do jazdy i tak im się spodobało, że nie chcieli wracać!
Po południu odwiedziliśmy Energetyczne Centrum Nauki w Kielcach. Była to ogromna frajda dla nas wszystkich, a przy okazji nauka praw fizyki. Niektórzy z naszych podopiecznych nie wiedzieli od czego zacząć zwiedzanie, a właściwie zabawę rozmaitymi urządzeniami doświadczalnymi. Ogromną popularnością wśród dzieciaków cieszyło się łóżko wodne, które falowało przez wcześniejsze uderzenia dźwigni. Fani sportu mogli ścigać się na rowerach stacjonarnych, których drogę ilustrowały kolorowe światełka znajdujące się naprzeciwko. Mogliśmy też sterować dużymi dmuchawami, dzięki którym w powietrzu unosiły się żółte piłki. Jednym słowem – Energetyczne Centrum Nauki okazało się świetnym do eksplozji naszej energii i zaspokojenia fascynacji światem.
Czwartek był kolejnym „wodnym” dniem, ale tym razem zanurzyliśmy się, już nie tak dosłownie, w świecie błękitnego oceanu – kolorowych raf koralowych i ryb o przedziwnych kształtach. Tym razem zawitaliśmy w Oceanice w Chrustach nieopodal Kielc. Znajdowały się tam ogromnych rozmiarów akwaria z przeróżnymi gatunkami ryb i innych morskich stworzeń. Po wystawie oprowadzał nas pan przewodnik, który opowiadał nam o tych niesamowitych istotach i środowisku, w którym żyją. To była kolejna niezapomniana atrakcja, podczas której dzieciaki otwierały szeroko buzie ze zdziwienia. Nasi bardziej cierpliwi podopieczni z ogromnym skupieniem i ekscytacją obserwowali jak ryby przepływają obok nich za szklanymi szybami.
Jednak nasze przygody po wyjściu z Oceaniki trwały nadal. Zaraz obok znajdował się Park Miniatur. Chętni dostali przewodniki multimedialne ze słuchawkami i chodzili po parku własnymi ścieżkami, inni zaś byli oprowadzani przez panią przewodnik. Mogliśmy tam zwiedzić najciekawsze świętokrzyskie budowle, wszystko to w jednym miejscu! Po spacerze nieco zmarzliśmy, ale ten dzień wciąż nas zaskakiwał i pod Parkiem Miniatur czekało na nas ognisko. Zjedliśmy pyszne kiełbaski, wypiliśmy herbatę i odpoczęliśmy trochę po wcześniejszych wrażeniach.

W piątek odbyła się dogoterapia. Do naszego ośrodka przyjechały trzy psy – dwa większe i jeden mały szczeniaczek, który natychmiast podbił serca naszych Podopiecznych! Podzieliliśmy się na 3 grupy, więc każdy mógł w spokoju pogłaskać, przytulić i nakarmić zwierzaki. Wieczorem na naszej scenie opiekunowie wystawili spektakl. Motywem przewodnim była dżungla. Bawialnia zamieniła się w egzotyczną krainę – z dzikimi zwierzętami, palmami, długimi trawami, a nawet z ogromnym, czarnym wulkanem. Nawet nasi podopieczni przemienili się w dzikie zwierzaki, dzięki barwnym makijażom. Śmiech widzów wypełnił salę, gdy łanowi opiekunowie zaczęli skakać, tańczyć i śpiewać na scenie. Wystąpiła tam między innymi krówka z litrem mleka zamiast trzech kartonów, małpka o człekokształtnych palcach czy też stonoga bez nóg. Był tam również mądry żółw, który uratował swoich nowych przyjaciół z którymi wybrał się na wycieczkę w góry. Kiedy wulkan niespodziewanie wybuchł i strumieniami zaczęła lać się lawa z Coca-Coli, żółw wyciągnął ze skorupy schowaną tam deskorolkę i wszyscy zjechali ze „stołowej” góry.
Po spektaklu widzowie udali się na kolację, a następnie szybko przebrali się w najlepsze koszule i sukienki. Mieli ku temu nie byle jaki powód, bo przecież niedługo potem zaczynała się najlepsza impreza w okolicy, czyli DISCO BŁYSKO! Oj, co tam się działo! Tańczyliśmy w każdym z możliwych stylów – od szalonych skoków Jaśka, przez wózkowe piruety, aż po taniec towarzyski Marcina Pilcha (taki bez dotykania dłoni partnerki). Sala była przepięknie przystrojona mnóstwem balonów, świeciła też ogromna kula dyskotekowa. Nie zabrakło oczywiście ukochanej przez nas Coca-Coli i słodkości.

W sobotę z rana szybko się spakowaliśmy i ostatni raz spotkaliśmy się na obozowej mszy, która była odprawiana codziennie w naszym ośrodku. Podziękowaliśmy Bogu za to co nas tu spotkało, za naszych wspaniałych darczyńców, goszczących nas właścicieli i wszystkich dobrych ludzi, których spotkaliśmy w tym czasie. Było przecież tak wspaniale, ale cóż, trzeba wrócić … Jednak koniec obozu jest jednocześnie początkiem – nowego semestru i oczywiście wielkich przyjaźni. W Sielpi spotkało nas dużo dobra. Dziękujemy wszystkim bardzo życzliwym pracownikom ośrodka wypoczynkowego Łucznik i mamy nadzieję, że jeszcze tam wrócimy :).

Subskrybuj