Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

„Wszędzie dobrze tam, gdzie jesteśmy” – czyli o tym, jak wróciliśmy w olsztyńskie progi. 03. października 2016, 13:54

Tegoroczny wrzesień był miesiącem wyczekiwanym przez wielu. Pierwsze pożółkłe liście, spadające kasztany i kwitnące wrzosy. Te malowane przez naszą wyobraźnię obrazy, nasuwają nam na myśl tylko jedno słowo: jesie… Eee tam, żadna jesień! OBÓÓÓZ! :)

To właśnie tegoroczny obóz letni był wydarzeniem, na które wyczekiwali zarówno nasi Podopieczni, jak i opiekunowie. W tym roku po latach postanowiliśmy powrócić do Olsztyna k. Częstochowy.

Sobotni poranek stał pod znakiem pełnego napięcia oczekiwania. Pierwszym, co zobaczyliśmy, podchodząc pod Dom na Łanowej, była przyklejona do szyby twarz Adasia. Szybko uwinęliśmy się z pakowaniem naszych walizek, głównie dzięki nieocenionej pomocy Miśka, który jak zwykle sprawnie koordynował logistykę naszej wycieczki. Na naszym pokładzie powitaliśmy naszego nowego Pana Kierowcę, który szybko zyskał sobie przychylność chłopaków.

Pod dotarciu na miejsce nie traciliśmy czasu – rozlokowaliśmy się w ośrodku i szybko ruszyliśmy na spacerową eksplorację terenu. Pomimo, że pogoda początkowo nam nie sprzyjała, my trzymaliśmy się dzielnie. Adaś i Krystian zajęli się przeszukiwaniem najgłębszych zakamarków Domu Rekolekcyjnego, natomiast amatorzy tak zwanego Odpoczynku Biernego poddali się temu aktowi w naszej kolorowej bawialni. Pierwszy dzień minął organizacyjnie i intensywnie. Wieczorem celebrowaliśmy wspólną Eucharystię, która jest centralnym punktem każego obozo-dnia, a po kolacji odprawiliśmy nieszpory, podczas których mogliśmy się też wszyscy lepiej poznać. Ten obóz był szczególny także dlatego, że po raz pierwszy był z nami o. Tomek Samulnik, który w tym roku będzie OPiekunem naszej wspólnoty. Mamy nadzieję (czy lepiej: jesteśmy pewni), że będzie ojcu z nami dobrze:)

W niedzielę udaliśmy się do Muzeum Stary Młyn w Żarkach, gdzie mogliśmy sprawdzić swoje młynarskie umiejętności. Szczególnie dobrze w roli piekarczyków sprawdzili się Bartek oraz Wojtki. Mogliśmy zobaczyć, jak mielono zboże w tradycyjnych młynach oraz własnoręcznie zmielić ziarno w żarnach. Po wizycie w muzeum udało nam się schować przed deszczem w pobliskiej kawiarni, gdzie mogliśmy delektować się pysznym sernikiem i łanową coca-colową ambrozją.

W poniedziałek odwiedziliśmy pobliską stadninę, co najbardziej ucieszyło oczywiście Łukasza Sobesto. Dzięki uprzejmości Gospodarzy oprócz jazdy na wierzchowcu mogliśmy się przejechać prawdziwą bryczką – nasza Oliwka aspirowała nawet do roli woźnicy! Po przejażdżkach po okolicy, podczas których mogliśmy usłyszeć lokalne gawędy Pana Woźnicy, rozpaliliśmy ognisko i delektowaliśmy się pieczonymi kiełbaskami. Tego dnia wrażeń nie brakowało!

Wtorkowy poranek upłynął nam na spacerowaniu i łapaniu przebijających się leniwie promieni słońca. Za owocne poszukiwania nagrodziliśmy się słodkościami na rynku – pysznymi rurkami z kremem i goframi. Podziwialiśmy też olsztyńskie rzeźby, rodem z „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”.
Po obiedzie natomiast – ponieważ jak wiadomo popołudnie to najbardziej elegancki czas na wizyty – postanowiliśmy odwiedzić naszą Mamę na Jasnej Górze. Pomodliliśmy się przed Jej obrazem w kaplicy prosząc o kolejny dobry rok. Było to szczególne przeżycie dla Krystiana Korony, który mógł wreszcie odśpiewać „Czarną Madonnę” w prawdziwie godnym tego miejscu.

W środę nie zwalnialiśmy obozowego tempa – spędzaliśmy czas aktywnie, ćwicząc niemal akrobatyczne sztuczki, jak na przykład chodzenie po linie. Szczególnie dobrze radziła sobie z tym Oliwka! Każdy znalazł sztuczkę, w której czuł się jak ryba w wodzie. Maciek do perfekcji opanował bujanie się w hamaku ;) a niezrównany Marcin Jakubowski zadbał o bańkową aranżację scenerii. Wszyscy jednak w napięciu wyczekiwali popołudnia, kiedy to miały odwiedzić nas psy z krakowskiej Iskry. Jeszcze raz dziękujemy za odwiedziny i wspólną zabawę!

W czwartek czekała nas daleka wyprawa – wybraliśmy się do Rodzinnego Parku Rozrywki w Ogrodzieńcu. Trudno opisać słowami, czego tam doświadczyliśmy! Nieoczekiwanie szczególne zainteresowanie prawami fizycznymi wykazał nasz Krystian Szczepaniak. W doświadczalnym zacięciu nie ustępował mu też Adaś Korcala, który to na własnej skórze postanowił przekonać się, co to znaczy „przewrócić świat do góry nogami”. Każdy znalazł coś dla siebie!

Całotygodniową intensywność zdarzeń postanowiliśmy uwieńczyć relaksem w jaccuzzi – wszak wyjazd na basen to obowiązkowy punkt każdego programu, o czym nieustannie przypominał opiekunom Marcin. Część obozowiczów poświęciła się błogiemu odpoczynkowi, w czym prym wiódł Jaś. Nie zabrakło także amatorów ściankowej wspinaczki, jak Paweł, a co odważniejsi skusili się nawet na szalony rajd zjeżdżalnią. Regenerując siły pożywnym obiadem wyczekiwaliśmy wieczoru. Wszyscy ubrani w eleganckie stroje udali się na spektakl „Gdzie jest Nemo?”, podczas którego mogliśmy się oddać szalonemu wirowi podwodnych scenerii. Po znalezieniu odpowiedzi na spektaklowe pytanie, mogliśmy świętować podczas tradycyjnego dysko-błysko.
Wszyscy szaleliśmy na parkiecie, może nie do białego rana, ale na pewno do późnego wieczora, a piosenka „Przez twe oczy zielone…” na długo będzie dźwięczeć w naszych uszach ;)

Sobotni poranek przywitał nas piękną pogodą, choć nasze twarze były lekko zachmurzone – jak mówi przysłowie, to co dobre, szybko się kończy. Obóz dobiegł końca i trzeba było zmierzyć się z powrotem do Krakowa. Takie momenty dla nas wszystkich są trudne, ale przecież już niedługo rozpoczniemy nasze poniedziałkowe spotkania i zanim się obejrzymy, przyjdzie czas obozu zimowego – a z nim wszystkich Dobrych Wydarzeń, które towarzyszą naszym wyjazdom.
My już nie możemy się tego doczekać… A Tyyyyy..? :)

Poznaj ich lepiej


Obóz zimowy w Sielpi Wielkiej 05. marca 2016, 15:13

Dobiegł końca tegoroczny zimowy obóz Łanowej. Spędziliśmy z naszymi Podopiecznymi wspaniały tydzień, wypełniony świetną zabawą. Cieszymy się, że po raz kolejny mogliśmy wziąć udział w tak niesamowitym wydarzeniu.

Wyjechaliśmy z Krakowa w niedzielę rano. Zarówno Podopieczni, jak i opiekunowie z entuzjazmem wyczekiwali nowych wrażeń, których niezmiennie dostarczają wyjazdy Łanowej. Tym razem celem naszej podróży była Sielpia Wielka w województwie świętokrzyskim. Na czas obozu zamieszkaliśmy w ośrodku wypoczynkowym Łucznik, położonym nad malowniczym jeziorem i otoczonym lasem. W ośrodku zastaliśmy przestronne pokoje, dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, a także obszerną salę, w której w czasie obozu odbywały się przeróżne zabawy i atrakcje dla naszych Podopiecznych. Właścicielom i obsłudze ośrodka należą się serdeczne podziękowania za gościnność i życzliwość okazywaną naszej grupie w czasie całego obozu.

Po pysznym niedzielnym obiedzie postanowiliśmy wykorzystać wiosenną pogodę i wybrać się na spacer. Najpierw zawędrowaliśmy nad jezioro, które pięknie lśniło w blasku słońca. Widok był cudowny. Dalej alejkami wśród drzew poprowadził nas Adaś, który wraz ze swoim opiekunem już wcześniej poznał wszystkie ścieżki (a zanim obóz dobiegł końca, zdążył je przemierzyć jeszcze kilkakrotnie). Po powrocie do ośrodka wspólnie uczestniczyliśmy w Eucharystii. Msza Święta jest centralnym punktem każdego dnia obozu. Cieszymy się, że przez cały tydzień był z nami ojciec Tomasz Rojek, który tak wiele serca i zaangażowania wkłada w pracę duszpasterską zarówno z Podopiecznymi, jak i z wolontariuszami grupy Łanowa.

W poniedziałek, zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na basen. Tu każdy z Podopiecznych mógł znaleźć odpowiednią dla siebie atrakcję – jednym bardziej przypadła do gustu zakręcona zjeżdżalnia, innym bąbelki w jacuzzi. Kiedy część Podopiecznych radośnie pluskała się w wodzie, pozostali przyjemnie spędzili czas w kawiarni. Po południu wypoczywaliśmy wspólnie oglądając bajki. Udało się także zorganizować zabawę w karaoke, podczas której Bartek Buczek zachwycił publiczność swoim popisowym numerem „Jesteś szalona”.

We wtorek byliśmy w centrum zabaw Happy Land w Kielcach. Razem z naszymi Podopiecznymi zajrzeliśmy do wszystkich zakamarków, by sprawdzić dokąd prowadzą tunele, labirynty i zjeżdżalnie. Mogliśmy nurkować w basenie z kulkami, wspinać się i rzucać do siebie kolorowymi piłeczkami. Ta ostatnia atrakcja zyskała nowy wymiar dzięki specjalnym wyrzutniom na kulki. Mieliśmy też okazję poskakać na trampolinach, co wzbudziło zachwyt Dawida i Kuby. Po powrocie do ośrodka i zjedzeniu obiadu nadszedł czas na ciąg dalszy naszych zabaw. Tu mieliśmy do dyspozycji materace, a także klocki, piłki i klanzę.

Następny dzień przyniósł kolejne niesamowite atrakcje. Po śniadaniu odwiedziliśmy muzeum im. Orła Białego w Skarżysku Kamiennej. Mogliśmy tam obejrzeć mundury, broń i pojazdy wojskowe. Cały plac przed budynkiem muzeum zajmowały czołgi, wyrzutnie rakietowe, ogromny kuter torpedowy ORP „Odważny”, a także samoloty. Największy z nich zwiedziliśmy od środka – Podopieczni mogli zasiąść za sterami, by poczuć się jak piloci kierujący tą potężną maszyną. Po południu do ośrodka przyjechały dorożki. Dziękujemy pracownikom stadniny Rancho Gajewskich za to, że poświęcili swój czas, by sprawić frajdę naszym Podopiecznym. Mimo że dzień był chłodny i musieliśmy owinąć się ciepłymi kocami, wspaniale bawiliśmy się podczas przejażdżki. Zwłaszcza w momencie gdy dorożki przyspieszały, radosny śmiech zagłuszał tętent kopyt. Przy tej okazji Daniel nauczył się nowej rymowanki: „Poszły konie po betonie”. Jeszcze tego samego dnia na twarzach oprócz uśmiechów zagościły wszystkie kolory tęczy. Zarówno Podopieczni jak i opiekunowie wyglądali niesamowicie z twarzami pomalowanymi w fantastyczne wzory. Molo przemienił się w prawdziwego pirata, a Dominik świetnie prezentował się jako Iron Man. To jeszcze nie koniec wrażeń. Wieczorem opiekunowie zaprezentowali przedstawienie pod tytułem „Przyjaciele niedźwiedzia” – historię leśnych zwierząt ratujących jajko, które spadło z drzewa. Przedstawienie obfitowało w nieoczekiwane zwroty akcji. Niespodziewanie na scenie pojawiły się groźne drapieżniki – wilk i gepard. Na szczęście dzięki pomocy silnego niedźwiedzia, mądrej sowy i zwinnej wiewiórki, jajko trafiło z powrotem do gniazda i wszystko skończyło się szczęśliwie.

W czwartek nie wyjeżdżaliśmy z Sielpi, ale pozostając na miejscu mieliśmy nadzwyczajną okazję poznawania tajemnic wszechświata. W ośrodku pojawił się czarny namiot. Wewnątrz ułożyliśmy się wygodnie na materacach i spoglądając w górę zobaczyliśmy setki jasnych punkcików – były to gwiazdy. Po chwili sklepienie wypełniło się obrazami przedstawiającymi poszczególne konstelacje. Następnie mogliśmy przyjrzeć się bliżej planetom układu słonecznego i prześledzić wszystkie fazy księżyca. Podopiecznym bardzo spodobała się ta niezwykła kosmiczna podróż. Jedni obserwowali w skupieniu zmieniające się obrazy, inni żywo reagowali, wskazując obiekty, które przykuły ich uwagę. Wszyscy byli zgodni, że planetarium to świetna sprawa. Po południu odwiedzili nas kolejni goście – tym razem przyjechały psy na dogoterapię. Podopieczni mogli zanurzyć dłonie w puszystej sierści psa rasy samojed i poprowadzić go na smyczy. Zobaczyliśmy też jak psiaki wykonują różne sztuczki by zdobyć przysmaki. Ostatnią atrakcją tego dnia było disco-błysko. Mieliśmy do dyspozycji rozległą przestrzeń – miejsca na parkiecie wystarczyło dla wszystkich. Pod sufitem rozbłysła dyskotekowa kula, a z głośników popłynęły dźwięki skocznej muzyki. Marcin Pilch jak zwykle wyczekiwał przebojów Julio Iglesiasa. Dziś możemy tylko przypomnieć sobie jego radość przy pierwszej nutce nieśmiertelnego „Amor”. Oczywiście na dyskotece nie mogło zabraknąć stołu z przekąskami i napojami, który niezmiennie cieszy się ogromnym zainteresowaniem naszych Podopiecznych. Dziękujemy serdecznie firmie Bahlsen Polska, która po raz kolejny zaopatrzyła nas w ciastka.

W piątek pojechaliśmy na hipoterapię. W tym dniu pogoda nas nie rozpieszczała – padał deszcz. To jednak zdecydowanie za mało by ugasić nasz entuzjazm. W dobrych humorach i zaopatrzeni w marchewkę dla koni dotarliśmy do stadniny. Tam czekała na nas dodatkowa atrakcja – ognisko, przy którym mogliśmy się ogrzać i upiec kiełbaski. Każdy z naszych Podopiecznych miał możliwość przejechać się na koniu, a niektórzy skorzystali z niej nawet dwa razy. Czas po obiedzie wykorzystaliśmy na zajęcia plastyczne. Praca Podopiecznych i opiekunów miała wyjątkowy charakter – ich zadaniem było stworzenie obrazu związanego z Drogą Krzyżową. Później, podczas kazania ojciec Tomasz skomentował powstałe obrazy, a także poprosił Autorów, by sami o nich opowiedzieli. Zarówno to co namalowali nasi Podopieczni, jak i to w jaki sposób opowiadali o swoich pracach pokazało nam, po raz kolejny, jak wiele możemy się od Nich nauczyć.

Sobota była ostatnim dniem obozu. Przykro było nam opuszczać miejsce, w którym spędziliśmy tyle cudownych chwil i gdzie doświadczyliśmy tak wiele dobroci i życzliwości. Po południu przyjechaliśmy do Krakowa na ulicę Łanową, gdzie musieliśmy pożegnać się z Podopiecznymi. Rozstania zawsze są trudne, ale na szczęście już niedługo znów zobaczymy się na cotygodniowych spotkaniach naszej grupy, a do niezapomnianych momentów obozu w Sielpi Wielkiej na pewno często będziemy wracać we wspomnieniach.

Podłączone albumy

Spotkanie wigilijne 18. stycznia 2016, 20:39

W niedzielę 10 stycznia odbyło się nasze spotkanie wigilijne. Rozpoczęliśmy je tradycyjnie Mszą Świętą w klasztorze oo. Dominikanów. Pewnym zaskoczeniem mógł być fakt, że zebraliśmy się w nieco szerszym gronie. Kim mogą być tajemniczy goście? Zagadka wyjaśniła się, gdy zaczęli nastrajać instrumenty: skrzypce, akordeon, flet, gitarę i kontrabas. Okazało się, że czeka nas wyjątkowa atrakcja – koncert! Tuż po Eucharystii mogliśmy wysłuchać najpiękniejszych kolęd w brawurowym wykonaniu uczniów i nauczycieli ze szkoły muzycznej w Dobczycach. Muzyka wprowadziła cudowną, świąteczną atmosferę. Wszystkie występy zostały nagrodzone gromkimi oklaskami, ale trzeba przyznać, że szczególny entuzjazm publiczności wywołały dźwięki kontrabasu. Kiedy wybrzmiały już ostatnie takty, na sali rozległy się okrzyki „bis!” i „kon-tra-bas!”, które skłoniły artystów do powtórnego wykonania kolędy „Przybieżeli do Betlejem pasterze.” Podziękowaliśmy muzykom jak najbardziej zasłużoną owacją na stojąco.

Po zakończeniu koncertu naszedł czas na kolejny punkt programu. W „Beczce” już czekały zastawione stoły, a na nich mnóstwo smakołyków. Zarówno wielbiciele ciast, jak i zwolennicy sałatek mogli tam znaleźć coś dla siebie. Jak wiadomo, tradycja wymaga, by na stole wigilijnym znalazło się wolne miejsce dla niespodziewanego przybysza. My jednak wypatrywaliśmy raczej kogoś, kto odwiedza nas co roku. Oczekiwany gość już po chwili stanął w drzwiach. Wśród Podopiecznych zapanowało radosne poruszenie na widok Świętego Mikołaja! Miał czerwony strój, długą brodę i dźwigał worek pełen prezentów. Wspaniale było patrzeć jak nasi Podopieczni cieszą się z otrzymanych upominków i jak dzielą się z nami swoim szczęściem. Ich uśmiech to najpiękniejszy świąteczny podarunek!
Nasze wigilijne spotkanie obfitowało w atrakcje i dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń. Były kolędy, prezenty i smakołyki, ale przede wszystkim wyjątkowe chwile, w których mogliśmy poczuć rodzinne ciepło, podzielić się opłatkiem i złożyć sobie świąteczne życzenia.

Podłączone albumy

Subskrybuj