Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

Czas wykorzystany na maksa! :) 29. września 2015, 16:21

Po dwóch latach Łanowa powróciła do Szczyrzyca. Kto choć raz odwiedził to miejsce, wie już, że bez większych problemów można się w nim po prostu zakochać. A gdy do niezwykłego położenia w sercu Beskidu Wyspowego oraz pięknej pogody, która towarzyszyła nam przez cały (!) tydzień, doszła niesamowita energia i radość naszych Podopieczych z bezinteresownym zaangażowaniem opiekunów – mieliśmy przepis na obóz (niemal) doskonały.

Łanowa mogła liczyć na gorące przyjęcie przez Państwa Barbarę i Adama Czepielów, którzy ponownie zaprosili nas do siebie. Ich wielkie serce do pomocy oraz ogromną sympatię połączoną z wielką skromnością i oddaniem, czuliśmy na każdym kroku. Dziękujemy serdecznie!

Szczyrzyc już w sobotę powitał nas pięknym słońcem, którego uroki – oczywiście po obiedzie przygotowanym przez niezastąpioną Panią Małgosię – postanowiliśmy wykorzystać na spacer nad położoną nieopodal rzekę. Wspólne popołudnie pozwoliło nam nie tylko na spokojne „wprowadzenie się” w naprawdę wyjątkową atmosferę „łanowego obozu” (kto kiedykolwiek był, ten wie!), ale także na poznanie się nawzajem. W tym roku bowiem na jesienny wyjazd wybrało się z nami aż dwunastu nowych opiekunów. Choć pierwsze chwile nie zawsze są łatwe, od razu widać było, że krótki staż w Łanowej nie będzie dla nikogo problemem i czekają nas kolejne wyjątkowe dni.

W niedzielne przedpołudnie udaliśmy się do położonego naprzeciwko klasztoru ojców Cystersów, by wraz z innymi wiernymi modlić się przed cudownym obrazem Matki Boskiej Szczyrzyckiej. Po mszy świętej, nie marnując czasu, wybraliśmy do Limanowej, gdzie na rynku wraz z Podopiecznymi zjedliśmy lody i ciastka. Największa atrakcja dnia była jednak ciągle przed nami.

Popołudniu wszyscy mogliśmy poczuć się jak w prawdziwym teatrze. Na profesjonalnej scenie znajdującej się w naszym ośrodku, pojawili się bowiem opiekunowie, którzy równie profesjonalnie i ze wspaniałym poczuciem humoru zaprezentowali… przygody Pszczółki Mai. Fantastyczne stroje, pomysłowość oraz niezapomniane kreacje aktorskie (w końcu jak zapomnieć Staszka w pszczelim stroju w żółto-czarne paski albo Kamila w roli żarłocznego pająka?) została nagrodzona burzą braw i wielkim uznaniem publiczności.

Jednym ze stałych punktów obozu jest wizyta psów. Dogoterapia to niezwykle wyczekiwana atrakcja. Szczególną radość w zabawie z czworonogami wykazywał Molo, który głośnymi okrzykami zachęcał je do przejścia przez specjalny tunel, po czym… sam ruszył ich śladem i już po chwili mogliśmy zobaczyć na twarzy Grześka szeroki uśmiech, którym zaraziłby nawet największego ponuraka. Także inni Podopieczni mieli sporo frajdy z wizyty psiaków, które posłusznie wykonywały polecenia i cierpliwie znosiły nawet najmocniejsze przejawy sympatii.

Korzystając z dobrej pogody, jeszcze w poniedziałkowe popołudnie na przykościelnym, wyjątkowo urokliwym, placu Św. Stanisława wzięliśmy udział w plenerowej mszy świętej. Odprawił ją dla nas ojciec Tomasz Rojek, który kilka chwil wcześniej dojechał do nas z Krakowa i pozostał z nami aż do końca wyjazdu. Jego obecność i wspaniała umiejętność przekazywania Słowa Bożego często w rzadko spotykanej i zaskakującej formie, była dla nas po raz kolejny wielką pomocą w radościach i trudach obozowego dnia.

Żaden z wyjazdów Łanowej nie mógłby się odbyć bez wizyty na hipoterapii. Tym razem dzięki gościnności pięknie położonej stadniny w Iwkowej, nasi Podopieczni nie tylko mieli okazję by zasiąść na końskim grzbiecie (tu szczególnie efektownie – niczym rzymski cesarz – prezentował się Marcin Pilch), ale także wyczesać je oraz nakarmić. Wielkim sercem do jak najlepszego przyjęcia nas w Iwkowej, wykazała się pracująca tam na co dzień Jaga, która przez wiele lat jeździła na łanowe obozy. Dziękujemy z całego serca!

Środowe przedpołudnie było czasem kolejnej atrakcji, bez której Marcin Jakubowski wyjazd uznałby za nieudany i bezcelowy – basenu. W czasie gdy pływacy (i pływaczki) korzystali z idealnie przystosowanej do przyjęcia osób niepełnosprawnych pływalni w Myślenicach, pozostali wybrali się jak zwykle na ciastka i lody. Nie spodziewaliśmy się jednak, że cały rachunek z uśmiechem weźmie na siebie Pani Właścicielka cukierni, której gest tylko przekonał nas, że na świecie dobrych ludzi jest bardzo wielu i wcale nie tak trudno znaleźć bezinteresowną pomoc.

Ten dzień dopiero się jednak rozkręcał. Po kolejnym pysznym obiedzie ogromną niespodziankę sprawił nam „Pan Jurek z Jurkowa”, który przyjechał do nas z… zawodowym urządzeniem do robienia waty cukrowej. Na wszystkich twarzach wyczytać można było prawdziwą fascynację, zwłaszcza gdy sami mogli sobie tę watę wykonać. Szczególnie zachwyceni tajemniczym pojawianiem się cukrowej chmury na drewnianym patyku byli Adaś i… ojciec Tomek, którzy na krok nie odstępowali od maszyny. Jak bardzo cukier dodaje energii, przekonaliśmy się dopiero po chwili, podczas codziennej mszy świętej, jednak jesteśmy przekonani, że Pan Bóg z radością przyjął wyjątkowo głośną tego dnia modlitwę. :)

Dopełnieniem intensywnej dla nas środy było zorganizowane na tyłach klasztornego ogrodu ognisko, podczas którego odwiedziły nas hodowane przez miejscowych Cystersów konie. Wraz z Podopiecznymi mogliśmy zajadać się kiełbasą z grilla i grzankami, cierpliwie przygotowywanymi przez doglądającego ogniska Tomka Kasprzyka.

Jeśli ktoś myślał, że po pięknym, ale męczącym dniu poprzednim w czwartek zwolnimy tempo, ten się mylił. W kolejne już słoneczne przedpołudnie postanowiliśmy zorganizować festiwal kolorów. Chmury barwnego pyłu ku wielkiej radości Podopiecznych (a może bardziej nawet opiekunów) co chwilę wznosiły się na tle niemal granatowego nieba, a głośne okrzyki tego dnia usłyszeli chyba nawet mieszkańcy najdalszej części Szczyrzyca. Trzeba też przyznać, że choć ta małopolska wieś jest piękna sama w sobie, takiego kolorowego wydarzenia chyba nie pamiętała.

Popołudniu w niedalekich Pogorzanach czekał na nas pokaz miejscowej straży pożarnej, dzięki której mogliśmy poznać nie tylko krótką historię i wyzwania tej trudnej i niebezpiecznej pracy, ale co najważniejsze samemu sprawdzić jak siedzi się za kierownicą strażackiego wozu, polewać wodą oraz przymierzyć bojowe strażackie umundurowanie, którego aż do ostatniego momentu nie chciał ściągnąć Bartek Buczek.

Żaden nasz obóz nie może się odbyć bez dyskoteki. A warunki do niej mieliśmy znakomite. Kolorowe światła sali w Szczyrzycu dopełniały głośną muzykę, wobec której niemal nikt z Podopiecznych i opiekunów nie pozostawał obojętny. Co prawda jak zwykle niektórych – szczególnie Krystiana Szczepaniaka oraz Łukasza – bardziej od tańczenia interesował stół z napojami i przekąskami, ale do takiej prawidłowości zdążyliśmy się już wszyscy przyzwyczaić.

Choć tegoroczny wyjazd nietypowo kończyliśmy w piątek, jeszcze tego samego dnia udało nam się odwiedzić znaną już z poprzedniego obozu salę zabaw Giboland w Myślenicach. Basen z kulkami, piętrowy labirynt z torem przeszkód oraz inne atrakcje, zawsze są gwarancją dobrze spędzonego przedpołudnia.

Po powrocie do Szczyrzyca pozostało nam już tylko podczas pożegnalnej mszy świętej podziękować Panu Bogu za kolejny niesamowity czas, jaki nam podarował. Jesteśmy przekonani, że choć minął on nam bardzo szybko, był dla nas szansą na ponowne zrozumienie, że w trudnej i wymagającej codzienności, ciągle jest miejsce na bezinteresowną przyjaźń i poświęcenie oraz oderwanie się od schematów. Tych w Łanowej nikt nie znajdzie. Bo choć można próbować (i naprawdę warto!) nas poznać, ogrom spotykanego tam ciepła i miłości zawsze jest wielką siłą, która nakręca nas na kolejne miesiące.

Oczywiście do następnego obozu! :)

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Wspólna modlitwa przed pielgrzymką 25. marca 2015, 13:05

W poniedziałek zostaliśmy zaproszeni do uczestniczenia we mszy świętej w Kościele Najświętszej Maryi Panny z Lourdes.

Podczas Eucharystii celebrowanej przez o. Tomasza Rojka, modliliśmy się wspólnie z organizatorami wyjątkowej pielgrzymki do tej francuskiej miejscowości. Od 1971 roku z inicjatywy Marie Helene Matthieu i Jeana Vaniera w Wielkanoc gromadzą się tam tysiące niepełnosprawnych młodych ludzi, by w tym świętym miejscu dziękować oraz prosić Matkę Boską o wszelkie łaski. Spośród naszej grupy, rok temu okazję do pielgrzymowania mieli Dawid Kopeć oraz Paweł Szewczyk, a już niedługo do Lourdes wyjedzie Grześ Molak.

Najświętszej Maryi Pannie powierzyliśmy wszystkich wspaniałych ludzi, którzy przyczynili się do organizacji pielgrzymki oraz wraz z Podopiecznymi ponownie mogliśmy odkrywać piękno Pana Boga i siłę wspólnej modlitwy. Dziękujemy!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


A na koniec cóż powiedzieć? "Żal było odjeżdżać..." 04. marca 2015, 09:33

Przez 21 lat działalności „Łanowa” zdołała wyszukać sobie miejsca, w których po prostu czujemy się dobrze. Jednym z nich jest Dom Rekolekcyjny Księży Pallotynów w Kleczy Dolnej k. Wadowic. Właśnie tam wraz z naszymi Podopiecznymi wybraliśmy się na kolejny obóz.

Podobnie jak w zeszłym roku, nasz wyjazd „zimowy” był tylko z nazwy. Mimo ambitnych planów związanych ze śniegiem i aktywnościami z białym puchem w roli głównej, i tym razem musieliśmy obejść się smakiem. Nie oznacza to, że podczas obozu się nudziliśmy. Takie coś jak „nuda” w naszym słowniku po prostu nie istnieje, a wie o tym każdy, kto choć raz spotkał nas i naszych Podopiecznych.

Po niedzielnych obowiązkach związanych z przybyciem na miejsce i przygotowaniem ośrodka (oraz siebie) do tygodniowego wyjazdu, kolejnego dnia wybraliśmy się do Wadowic, by na własnych podniebieniach przekonać się jak smakują słynne papieskie kremówki. Miasto Jana Pawła II przywitało nas przejmującym zimnem i wizyta w Kawiarni Mieszczańskiej była chyba najlepszym, co mogło nas spotkać. Pyszne ciastka oraz kawa okazały się wspaniałą nagrodą za kilkanaście minut marszu przy lodowatym wietrze. Na długo zapamięta nas też bardzo miła obsługa, a szczególnie Krystiana Koronę, który w zamian za kolejne ciacho oferował jednej z Pań… kwiaty porwane z jednego ze stolików.

We wtorek za oknem ujrzeliśmy piękne słońce, co cieszyło nas podwójnie, bo oprócz znacznie lepszego samopoczucia od samego rana, tego przedpołudnia odwiedzaliśmy „Mini ZOO” w Inwałdzie k. Andrychowa. Oprócz tradycyjnej już jazdy na koniach, w niezwykle urokliwym miejscu wraz z Podopiecznymi mogliśmy podziwiać wiele innych zwierząt (w tym wyjątkowo rozbrykane osły), które również były wyraźnie zainteresowane naszym przybyciem. Choć tego dnia pogoda dopisywała, nikt nie odmówił ciepłej herbaty, którą zaserwowali nam gospodarze przy palącym się ognisku. Jesteśmy przekonani, że do nich wrócimy i już teraz planujemy letnią wizytę w Inwałdzie.

Ponieważ w tym roku nasz obóz wypadał w samej końcówce karnawału, nie mogliśmy przegapić okazji, by bawić się na tzw. ostatkach. Dyskoteka zorganizowana wyjątkowo we wtorek (a nie wieczór przed wyjazdem, jak mamy w zwyczaju), spowodowała u kilku naszych Podopiecznych delikatną dezorientację, ale nie przeszkodziła w świetnej zabawie w rytm muzyki i świateł. Nie zabrakło też – a jakże – czegoś słodkiego i duuuużej ilości coli :)

Podobnie jak podczas poprzednich obozów, wspaniałą atrakcją – bez której nie mogliśmy się naturalnie obejść – była dogoterapia. Tym razem psy odwiedziły nas w ośrodku, wywołując wielkie uśmiechy na twarzach Podopiecznych. Wygodny „materac” z grzbietu jednego z czworonogów zrobiła sobie Sandra, a Duży Wojtek z ogromną uwagą najpierw karmił, potem czesał a na końcu prowadził psa po jednym z kilku wyjątkowo długich korytarzy, kryjących się w Domu Rekolekcyjnym w Kleczy. Nie on jeden, gdyby to tylko było możliwe, chętnie namówiłby właścicieli do pozostania z nami aż do końca obozu.

Pytania Marcina Jakubowskiego o wizytę na basenie, rozpoczynają się już w dniu wyjazdu z DPS-u. Tym razem jego opiekunowie musieli być wyjątkowo cierpliwi, bo na pływalnię wybraliśmy się dopiero w czwartek. Obiekt w Suchej Beskidzkiej spełnił z pewnością oczekiwania wszystkich miłośników wodnego szaleństwa. Oprócz tradycyjnego basenu, po dnie którego jak zwykle spacerował Krystian Szczepaniak, mogliśmy też wygrzewać się w jakuzzi oraz przejechać się krętą zjeżdżalnią. Ta bardzo spodobała się Grzesiowi Molakowi oraz Marcinowi Pilchowi, który wraz ze Staszkiem wywołał sporo śmiechu. Ich wspólny przejazd – biorąc pod uwagę postury obu panów – był dla obserwujących ich prawdziwym wydarzeniem dnia :)

Choć każdy nasz obóz jest tak naprawdę wyjątkowy, bez „kulek” czyli odwiedzin w centrum zabaw, byłby po prostu niepełny. Przy okazji pobiliśmy chyba rekord „Łanowej” w długości )a raczej krótkości) trasy, którą musieliśmy pokonać od naszego ośrodka. Z zegarkiem w ręku jazda autobusem trwała dokładnie minutę i 21 sekund, bowiem „Fadolandię” można było bez trudu dostrzec z jednego z okien Domu Księży Pallotynów. Krótka podróż nie pozwoliła na odpoczynek pakującym i rozpakowującym autokar opiekunom, ale Podopieczni z pewnością cieszyli się, że już po chwili mogli ruszyć w gąszcz atrakcji: basen z kulkami, piętrowe, kolorowe korytarze, klocki, samochody i wiele innych. Dobrej zabawie sprzyjali bardzo życzliwi właściciele, którzy specjalnie dla nas przygotowali miski z popcornem oraz pozwolili na przedłużenie wizyty o kolejną godzinę. Nikt bowiem nie chciał wracać do domu.

Oprócz tradycyjnych wyjazdów, także w naszym ośrodku, mieliśmy sporo zabawy. Malowanie z Podopiecznymi, choć rozpoczęło się pod pozorem zapełniania farbami białych kartek, jak zawsze skończyło się wielką bitwą na kolory i wzory, tworzone za ich pomocą na twarzach wszystkich, którzy akurat pojawili się w naszej bawialni.

Centralny punkt każdego dnia stanowiła dla nas msza święta, którą celebrował dla nas o. Tomasz Rojek. Nasz duszpasterz po raz kolejny spędził z nami cały tydzień, wspierając nas w codziennych obowiązkach zarówno tych fizycznych jak i duchowych. Serdecznie dziękujemy!

Każdy kto choć raz wszedł do naszego świata wie, że czas spędzony na obozie „Łanowej” to czas magiczny, niepodobny do żadnego innego. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że dobro, poświęcenie i (nawet ta najprostsza) pomoc sobie nawzajem, to coś, co drzemie w każdym człowieku. Tylko od nas zależy, czy pozwolimy to w sobie odkryć. A jeśli masz jeszcze wątpliwości, jedź z nami na kolejny obóz!

I zostań.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Subskrybuj