Obóz zimowy w Sielpi Wielkiej 05. marca 2016, 15:13

Dobiegł końca tegoroczny zimowy obóz Łanowej. Spędziliśmy z naszymi Podopiecznymi wspaniały tydzień, wypełniony świetną zabawą. Cieszymy się, że po raz kolejny mogliśmy wziąć udział w tak niesamowitym wydarzeniu.

Wyjechaliśmy z Krakowa w niedzielę rano. Zarówno Podopieczni, jak i opiekunowie z entuzjazmem wyczekiwali nowych wrażeń, których niezmiennie dostarczają wyjazdy Łanowej. Tym razem celem naszej podróży była Sielpia Wielka w województwie świętokrzyskim. Na czas obozu zamieszkaliśmy w ośrodku wypoczynkowym Łucznik, położonym nad malowniczym jeziorem i otoczonym lasem. W ośrodku zastaliśmy przestronne pokoje, dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, a także obszerną salę, w której w czasie obozu odbywały się przeróżne zabawy i atrakcje dla naszych Podopiecznych. Właścicielom i obsłudze ośrodka należą się serdeczne podziękowania za gościnność i życzliwość okazywaną naszej grupie w czasie całego obozu.

Po pysznym niedzielnym obiedzie postanowiliśmy wykorzystać wiosenną pogodę i wybrać się na spacer. Najpierw zawędrowaliśmy nad jezioro, które pięknie lśniło w blasku słońca. Widok był cudowny. Dalej alejkami wśród drzew poprowadził nas Adaś, który wraz ze swoim opiekunem już wcześniej poznał wszystkie ścieżki (a zanim obóz dobiegł końca, zdążył je przemierzyć jeszcze kilkakrotnie). Po powrocie do ośrodka wspólnie uczestniczyliśmy w Eucharystii. Msza Święta jest centralnym punktem każdego dnia obozu. Cieszymy się, że przez cały tydzień był z nami ojciec Tomasz Rojek, który tak wiele serca i zaangażowania wkłada w pracę duszpasterską zarówno z Podopiecznymi, jak i z wolontariuszami grupy Łanowa.

W poniedziałek, zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na basen. Tu każdy z Podopiecznych mógł znaleźć odpowiednią dla siebie atrakcję – jednym bardziej przypadła do gustu zakręcona zjeżdżalnia, innym bąbelki w jacuzzi. Kiedy część Podopiecznych radośnie pluskała się w wodzie, pozostali przyjemnie spędzili czas w kawiarni. Po południu wypoczywaliśmy wspólnie oglądając bajki. Udało się także zorganizować zabawę w karaoke, podczas której Bartek Buczek zachwycił publiczność swoim popisowym numerem „Jesteś szalona”.

We wtorek byliśmy w centrum zabaw Happy Land w Kielcach. Razem z naszymi Podopiecznymi zajrzeliśmy do wszystkich zakamarków, by sprawdzić dokąd prowadzą tunele, labirynty i zjeżdżalnie. Mogliśmy nurkować w basenie z kulkami, wspinać się i rzucać do siebie kolorowymi piłeczkami. Ta ostatnia atrakcja zyskała nowy wymiar dzięki specjalnym wyrzutniom na kulki. Mieliśmy też okazję poskakać na trampolinach, co wzbudziło zachwyt Dawida i Kuby. Po powrocie do ośrodka i zjedzeniu obiadu nadszedł czas na ciąg dalszy naszych zabaw. Tu mieliśmy do dyspozycji materace, a także klocki, piłki i klanzę.

Następny dzień przyniósł kolejne niesamowite atrakcje. Po śniadaniu odwiedziliśmy muzeum im. Orła Białego w Skarżysku Kamiennej. Mogliśmy tam obejrzeć mundury, broń i pojazdy wojskowe. Cały plac przed budynkiem muzeum zajmowały czołgi, wyrzutnie rakietowe, ogromny kuter torpedowy ORP „Odważny”, a także samoloty. Największy z nich zwiedziliśmy od środka – Podopieczni mogli zasiąść za sterami, by poczuć się jak piloci kierujący tą potężną maszyną. Po południu do ośrodka przyjechały dorożki. Dziękujemy pracownikom stadniny Rancho Gajewskich za to, że poświęcili swój czas, by sprawić frajdę naszym Podopiecznym. Mimo że dzień był chłodny i musieliśmy owinąć się ciepłymi kocami, wspaniale bawiliśmy się podczas przejażdżki. Zwłaszcza w momencie gdy dorożki przyspieszały, radosny śmiech zagłuszał tętent kopyt. Przy tej okazji Daniel nauczył się nowej rymowanki: „Poszły konie po betonie”. Jeszcze tego samego dnia na twarzach oprócz uśmiechów zagościły wszystkie kolory tęczy. Zarówno Podopieczni jak i opiekunowie wyglądali niesamowicie z twarzami pomalowanymi w fantastyczne wzory. Molo przemienił się w prawdziwego pirata, a Dominik świetnie prezentował się jako Iron Man. To jeszcze nie koniec wrażeń. Wieczorem opiekunowie zaprezentowali przedstawienie pod tytułem „Przyjaciele niedźwiedzia” – historię leśnych zwierząt ratujących jajko, które spadło z drzewa. Przedstawienie obfitowało w nieoczekiwane zwroty akcji. Niespodziewanie na scenie pojawiły się groźne drapieżniki – wilk i gepard. Na szczęście dzięki pomocy silnego niedźwiedzia, mądrej sowy i zwinnej wiewiórki, jajko trafiło z powrotem do gniazda i wszystko skończyło się szczęśliwie.

W czwartek nie wyjeżdżaliśmy z Sielpi, ale pozostając na miejscu mieliśmy nadzwyczajną okazję poznawania tajemnic wszechświata. W ośrodku pojawił się czarny namiot. Wewnątrz ułożyliśmy się wygodnie na materacach i spoglądając w górę zobaczyliśmy setki jasnych punkcików – były to gwiazdy. Po chwili sklepienie wypełniło się obrazami przedstawiającymi poszczególne konstelacje. Następnie mogliśmy przyjrzeć się bliżej planetom układu słonecznego i prześledzić wszystkie fazy księżyca. Podopiecznym bardzo spodobała się ta niezwykła kosmiczna podróż. Jedni obserwowali w skupieniu zmieniające się obrazy, inni żywo reagowali, wskazując obiekty, które przykuły ich uwagę. Wszyscy byli zgodni, że planetarium to świetna sprawa. Po południu odwiedzili nas kolejni goście – tym razem przyjechały psy na dogoterapię. Podopieczni mogli zanurzyć dłonie w puszystej sierści psa rasy samojed i poprowadzić go na smyczy. Zobaczyliśmy też jak psiaki wykonują różne sztuczki by zdobyć przysmaki. Ostatnią atrakcją tego dnia było disco-błysko. Mieliśmy do dyspozycji rozległą przestrzeń – miejsca na parkiecie wystarczyło dla wszystkich. Pod sufitem rozbłysła dyskotekowa kula, a z głośników popłynęły dźwięki skocznej muzyki. Marcin Pilch jak zwykle wyczekiwał przebojów Julio Iglesiasa. Dziś możemy tylko przypomnieć sobie jego radość przy pierwszej nutce nieśmiertelnego „Amor”. Oczywiście na dyskotece nie mogło zabraknąć stołu z przekąskami i napojami, który niezmiennie cieszy się ogromnym zainteresowaniem naszych Podopiecznych. Dziękujemy serdecznie firmie Bahlsen Polska, która po raz kolejny zaopatrzyła nas w ciastka.

W piątek pojechaliśmy na hipoterapię. W tym dniu pogoda nas nie rozpieszczała – padał deszcz. To jednak zdecydowanie za mało by ugasić nasz entuzjazm. W dobrych humorach i zaopatrzeni w marchewkę dla koni dotarliśmy do stadniny. Tam czekała na nas dodatkowa atrakcja – ognisko, przy którym mogliśmy się ogrzać i upiec kiełbaski. Każdy z naszych Podopiecznych miał możliwość przejechać się na koniu, a niektórzy skorzystali z niej nawet dwa razy. Czas po obiedzie wykorzystaliśmy na zajęcia plastyczne. Praca Podopiecznych i opiekunów miała wyjątkowy charakter – ich zadaniem było stworzenie obrazu związanego z Drogą Krzyżową. Później, podczas kazania ojciec Tomasz skomentował powstałe obrazy, a także poprosił Autorów, by sami o nich opowiedzieli. Zarówno to co namalowali nasi Podopieczni, jak i to w jaki sposób opowiadali o swoich pracach pokazało nam, po raz kolejny, jak wiele możemy się od Nich nauczyć.

Sobota była ostatnim dniem obozu. Przykro było nam opuszczać miejsce, w którym spędziliśmy tyle cudownych chwil i gdzie doświadczyliśmy tak wiele dobroci i życzliwości. Po południu przyjechaliśmy do Krakowa na ulicę Łanową, gdzie musieliśmy pożegnać się z Podopiecznymi. Rozstania zawsze są trudne, ale na szczęście już niedługo znów zobaczymy się na cotygodniowych spotkaniach naszej grupy, a do niezapomnianych momentów obozu w Sielpi Wielkiej na pewno często będziemy wracać we wspomnieniach.

Podłączone albumy