A na koniec cóż powiedzieć? "Żal było odjeżdżać..." 04. marca 2015, 09:33

Przez 21 lat działalności „Łanowa” zdołała wyszukać sobie miejsca, w których po prostu czujemy się dobrze. Jednym z nich jest Dom Rekolekcyjny Księży Pallotynów w Kleczy Dolnej k. Wadowic. Właśnie tam wraz z naszymi Podopiecznymi wybraliśmy się na kolejny obóz.

Podobnie jak w zeszłym roku, nasz wyjazd „zimowy” był tylko z nazwy. Mimo ambitnych planów związanych ze śniegiem i aktywnościami z białym puchem w roli głównej, i tym razem musieliśmy obejść się smakiem. Nie oznacza to, że podczas obozu się nudziliśmy. Takie coś jak „nuda” w naszym słowniku po prostu nie istnieje, a wie o tym każdy, kto choć raz spotkał nas i naszych Podopiecznych.

Po niedzielnych obowiązkach związanych z przybyciem na miejsce i przygotowaniem ośrodka (oraz siebie) do tygodniowego wyjazdu, kolejnego dnia wybraliśmy się do Wadowic, by na własnych podniebieniach przekonać się jak smakują słynne papieskie kremówki. Miasto Jana Pawła II przywitało nas przejmującym zimnem i wizyta w Kawiarni Mieszczańskiej była chyba najlepszym, co mogło nas spotkać. Pyszne ciastka oraz kawa okazały się wspaniałą nagrodą za kilkanaście minut marszu przy lodowatym wietrze. Na długo zapamięta nas też bardzo miła obsługa, a szczególnie Krystiana Koronę, który w zamian za kolejne ciacho oferował jednej z Pań… kwiaty porwane z jednego ze stolików.

We wtorek za oknem ujrzeliśmy piękne słońce, co cieszyło nas podwójnie, bo oprócz znacznie lepszego samopoczucia od samego rana, tego przedpołudnia odwiedzaliśmy „Mini ZOO” w Inwałdzie k. Andrychowa. Oprócz tradycyjnej już jazdy na koniach, w niezwykle urokliwym miejscu wraz z Podopiecznymi mogliśmy podziwiać wiele innych zwierząt (w tym wyjątkowo rozbrykane osły), które również były wyraźnie zainteresowane naszym przybyciem. Choć tego dnia pogoda dopisywała, nikt nie odmówił ciepłej herbaty, którą zaserwowali nam gospodarze przy palącym się ognisku. Jesteśmy przekonani, że do nich wrócimy i już teraz planujemy letnią wizytę w Inwałdzie.

Ponieważ w tym roku nasz obóz wypadał w samej końcówce karnawału, nie mogliśmy przegapić okazji, by bawić się na tzw. ostatkach. Dyskoteka zorganizowana wyjątkowo we wtorek (a nie wieczór przed wyjazdem, jak mamy w zwyczaju), spowodowała u kilku naszych Podopiecznych delikatną dezorientację, ale nie przeszkodziła w świetnej zabawie w rytm muzyki i świateł. Nie zabrakło też – a jakże – czegoś słodkiego i duuuużej ilości coli :)

Podobnie jak podczas poprzednich obozów, wspaniałą atrakcją – bez której nie mogliśmy się naturalnie obejść – była dogoterapia. Tym razem psy odwiedziły nas w ośrodku, wywołując wielkie uśmiechy na twarzach Podopiecznych. Wygodny „materac” z grzbietu jednego z czworonogów zrobiła sobie Sandra, a Duży Wojtek z ogromną uwagą najpierw karmił, potem czesał a na końcu prowadził psa po jednym z kilku wyjątkowo długich korytarzy, kryjących się w Domu Rekolekcyjnym w Kleczy. Nie on jeden, gdyby to tylko było możliwe, chętnie namówiłby właścicieli do pozostania z nami aż do końca obozu.

Pytania Marcina Jakubowskiego o wizytę na basenie, rozpoczynają się już w dniu wyjazdu z DPS-u. Tym razem jego opiekunowie musieli być wyjątkowo cierpliwi, bo na pływalnię wybraliśmy się dopiero w czwartek. Obiekt w Suchej Beskidzkiej spełnił z pewnością oczekiwania wszystkich miłośników wodnego szaleństwa. Oprócz tradycyjnego basenu, po dnie którego jak zwykle spacerował Krystian Szczepaniak, mogliśmy też wygrzewać się w jakuzzi oraz przejechać się krętą zjeżdżalnią. Ta bardzo spodobała się Grzesiowi Molakowi oraz Marcinowi Pilchowi, który wraz ze Staszkiem wywołał sporo śmiechu. Ich wspólny przejazd – biorąc pod uwagę postury obu panów – był dla obserwujących ich prawdziwym wydarzeniem dnia :)

Choć każdy nasz obóz jest tak naprawdę wyjątkowy, bez „kulek” czyli odwiedzin w centrum zabaw, byłby po prostu niepełny. Przy okazji pobiliśmy chyba rekord „Łanowej” w długości )a raczej krótkości) trasy, którą musieliśmy pokonać od naszego ośrodka. Z zegarkiem w ręku jazda autobusem trwała dokładnie minutę i 21 sekund, bowiem „Fadolandię” można było bez trudu dostrzec z jednego z okien Domu Księży Pallotynów. Krótka podróż nie pozwoliła na odpoczynek pakującym i rozpakowującym autokar opiekunom, ale Podopieczni z pewnością cieszyli się, że już po chwili mogli ruszyć w gąszcz atrakcji: basen z kulkami, piętrowe, kolorowe korytarze, klocki, samochody i wiele innych. Dobrej zabawie sprzyjali bardzo życzliwi właściciele, którzy specjalnie dla nas przygotowali miski z popcornem oraz pozwolili na przedłużenie wizyty o kolejną godzinę. Nikt bowiem nie chciał wracać do domu.

Oprócz tradycyjnych wyjazdów, także w naszym ośrodku, mieliśmy sporo zabawy. Malowanie z Podopiecznymi, choć rozpoczęło się pod pozorem zapełniania farbami białych kartek, jak zawsze skończyło się wielką bitwą na kolory i wzory, tworzone za ich pomocą na twarzach wszystkich, którzy akurat pojawili się w naszej bawialni.

Centralny punkt każdego dnia stanowiła dla nas msza święta, którą celebrował dla nas o. Tomasz Rojek. Nasz duszpasterz po raz kolejny spędził z nami cały tydzień, wspierając nas w codziennych obowiązkach zarówno tych fizycznych jak i duchowych. Serdecznie dziękujemy!

Każdy kto choć raz wszedł do naszego świata wie, że czas spędzony na obozie „Łanowej” to czas magiczny, niepodobny do żadnego innego. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że dobro, poświęcenie i (nawet ta najprostsza) pomoc sobie nawzajem, to coś, co drzemie w każdym człowieku. Tylko od nas zależy, czy pozwolimy to w sobie odkryć. A jeśli masz jeszcze wątpliwości, jedź z nami na kolejny obóz!

I zostań.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej