Wielka radość w Szczyrzycu 24. września 2013, 12:36

Kolejny obóz już za nami, jednak w naszych sercach i głowach pozostanie z pewnością na bardzo długo. Choć musieliśmy wrócić do codzienności, nasze myśli ciągle są w przepięknej scenerii Beskidu.

Szczyrzyc to miejsce wyjątkowe zarówno przez swoje wspaniałe położenie, jak i to, że od niemal 300 lat opiekę nad okolicznymi mieszkańcami i pielgrzymami przybywającymi do Opactwa oo. Cystersów sprawuje Matka Boska Szczyrzycka, u stóp której wspólnie się modliliśmy. Choć nasze wizyty w parafialnym kościele wprowadziły niemały zamęt w spokojne życie klasztoru, ojciec Sylwester, który sprawował dla nas msze święte, mimo początkowych widocznych obaw, dał sobie radę znakomicie.

Podczas obozu oczywiście nie mogło zabraknąć naszych „łanowych” mszy świętych, które odprawiał dla nas – przyjeżdżając specjalnie z Krakowa – o. Tomek Rojek. Ofiara sprawowana przy urokliwym ołtarzu polowym na pl. Św. Stanisława była jeszcze mocniejszym świadectwem, że Pan Bóg jest we wszystkim co nas otacza: błękitnym niebie, chmurach, powoli zmieniających kolory drzewach i przede wszystkim uśmiechach naszych Przyjaciół.

Przez osiem dni obozu korzystaliśmy z gościny Państwa Adama i Barbary Czepielów, którzy sprawili, że czas spędzony w Gościńcu Św. Benedykta był niezapomnianym przeżyciem. Ciepło i bezinteresowność naszych gospodarzy, to coś, czego nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. I choć wiemy, że łatwo z nami nie było, nasza wdzięczność za to, że mogliśmy spotkać ich na swojej drodze jest przeogromna.

A co robiliśmy podczas wyjazdu? Choć pojęcie „pogoda w kratkę” do naszego obozu pasowało znakomicie, nie zniechęciło nas to do działania i postanowiliśmy się przesadnie nie obijać. Na początek nie mogło zabraknąć zlokalizowania najlepszych sklepów w okolicy przez Adasia, który natychmiast odnalazł w jednym z nich windę, stanowiącą dla niego niezmienną atrakcję i rozrywkę. O to, żebyśmy nie nudzili się w naszym domu, przez cały tydzień dbali Ola i Staszek, którzy wymyślali dla nas zabawy, na każdym kroku zbliżające nas do siebie nawzajem. W poniedziałek wieczór odwiedziła nas Ania Broda, która łagodnym brzmieniem swojej muzyki przeniosła nas w piękny świat marzeń i niezwykle ciekawych opowieści płynących z jej twórczości.

Gdy odsłoniliśmy okna we wtorkowy poranek i spojrzeliśmy w szare niebo i wielkie kałuże, nasze miny przestraszyłyby chyba największego optymistę. Ale szybko nasze humory poprawiły psy, które odwiedziły nasz ośrodek. Sprawiły one, że z twarzy Chłopaków i Dziewczyn nie schodził uśmiech i zaciekawienie. Do spacerowania z jednym z piesków przekonał się nawet Misiek, który zazwyczaj z właściwym sobie dystansem woli przyglądać się wszystkiemu z boku. Prawdziwy tor przeszkód zafundował czworonogowi Molo, z głośnym śmiechem skutecznie goniąc go przez specjalny tunel.

Ten dzień był także wyjątkowy dla najbardziej muzykalnych z naszych Podopiecznych. Po południu znów zagrała dla nas Ania Broda, której koncert wspomagaliśmy wykonanymi wcześniej samodzielnie instrumentami. Prawdziwą fascynację zobaczyć można było u Małego Wojtka, który siedząc w pierwszym rzędzie, ani na chwilę nie oderwał oczu od cymbałów, na których grał nasz gość.

Środa znów powitała nas słońcem, co zdecydowanie przełożyło się na siły do mierzenia się z obozowymi trudami i radościami. Nie zwlekając więc, wybraliśmy się do sali zabaw Giboland w Myślenicach. Jak zawsze było bardzo wesoło, ale jeśli mieliśmy do dyspozycji basen z kulkami i zjeżdzalniami oraz prawdziwy labirynt pełny przeróżnych atrakcji, czy mogłoby być inaczej? Czas spędzony przez resztę na zabawie dobrze wykorzystał też Daniel, który w okolicznej galerii handlowej kupił sobie poszukiwany od początku obozu zegarek.

Naładowani słońcem i środowymi spacerami próbowaliśmy siłą woli przesuwać mroczne chmury, które w czwartek znów zasnuły niebo nad Szczyrzycem. Niestety zmusiło nas to do odwołania wizyty w Wiosce Indiańskiej i pozostania w domu, nie oznaczało to jednak, że się nudziliśmy. Wręcz przeciwnie – właśnie w ten dzień postanowiliśmy znów ujawnić artystyczne dusze naszych Podpiecznych i wspólnie stworzyliśmy prawdziwe dzieła sztuki. Twórcza inwencja oprócz kartek objęła też nasze twarze i każdy, kto pojawił się w „bawialni”, nie wyszedł z niej z czystą buzią.

To, co nie udało nam się dzień wcześniej, zrealizowaliśmy w piątek i po intensywnym, ale pięknym spacerze zjawiliśmy się w Wiosce Indiańskiej w Pogorzanach. Tam po poznaniu historii rdzennych mieszkańców Ameryki oraz podziwianiu strojów i sprzętów używanych przez nich w codziennym życiu, mieliśmy okazję m.in. pozwijać na sznurek jaszczurkę oraz postrzelać z łuku, w czym brylował Stramol, precyzyjnie lokując kolejne strzały w samym środku tarczy. Mało kto przepuścił też okazję, by przymierzyć efektowny pióropusz. Szczególnie przypasował on Bułce, czyli Pawłowi, który mógł poczuć się jak prawdziwy wódz plemienia.

Kolejnym piątkowym punktem programu była wizyta na basenie. Pewne jest jedno – nie zapomnimy jej bardzo długo… także dzięki wyjątkowym manewrom Pana Kierowcy, który w tylko sobie wiadomy sposób zdołał dowieźć nas pod same drzwi, a także – jak zawsze – bezpiecznie odstawić z powrotem do Szczyrzyca.

Po intensywnym piątku w sobotnie przedpołudnie przydała nam się chwila relaksu, by po jak zwykle przepysznym obiedzie (dziękujemy Pani Małgosiu!) znów ruszyć na wycieczkę. Tym razem naszym celem była stadnina w Rupniowie. Konie to już nieodłączna i niezwykle lubiana atrakcja naszych obozów, o czym zdecydowanie przekonał Krystian, który trzy razy z szerokim uśmiechem siadał na ich grzbiecie. Świetna atmosfera udzieliła się też opiekunom i także oni nie zmarnowali szansy, by – mniej lub bardziej dobrowolnie – spróbować swoich sił w jeździe konnej.

Czym by był nasz obóz bez dyskoteki? Disco-błysko ujawnia prawdziwe taneczne talenty i naprawdę chyba nikt nie zdołał postrzymać się od beztroskiego i wesołego ruszania się w rytm muzyki. Jak zawsze w towarzystwie brylował Maciek, który nieustannie poszukiwał kolejnej partnerki (lub partnera) do ruszenia na parkiet. Po takim wieczorze ze snem nikt nie miał problemów.

Po porannej niedzielnej mszy świętej w klasztorze oo. Cystersów nie pozostało nam nic innego, jak pożegnać niezwykle gościnny Szczyrzyc i udać się do Krakowa. Osiem dni, które tam spędziliśmy, było czasem magicznym i przepełnionym miłością oraz wzajemnym poświęceniem, których tak bardzo potrzebują nie tylko nasi Podopieczni ale i my sami. Dziękujemy wszystkim, dzięki którym ten obóz mógł się odbyć: naszym gospodarzom, dobroczyńcom, a przede wszystkim wolontariuszom – nie ulega to wątpliwości: jesteście SUPER!!!

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej