„Po uszy w ocenach radości, po dziurki w nosie w miłości” 13. marca 2013, 21:40

Mija miesiąc od naszego obozu w Harmężach, ale wciąż pozostają żywe w naszej pamięci wspomnienia z niezwykłego czasu, który wspólnie spędziliśmy.
Zimowy wypoczynek rozpoczął się od wyprawy do Parku Pszczyńskiego, gdzie sporą atrakcją dla naszych podopiecznych były żubry. Bacznie przyglądaliśmy się też innym zwierzętom, sarnom, jeleniom czy pawiom i koło żadnego z nich nie przeszliśmy obojętnie.
Dzień drugi – wszyscy mają ręce pełne roboty, opiekunowie krzątają się od rana, z nimi Michał – nasz podopieczny – będący stałym koordynatorem obozowych prac i strażnikiem dopięcia wszystkiego na ostatni guzik. Co tak dopinaliśmy? Bal! Wszak karnawałowe ostatki są przecież tylko raz w roku! Tak więc wieczorem wszyscy ruszyli w tany. Wyjątkowymi zdolnościami tanecznymi wykazali się Duży Wojtek i Patrycja, którym śmiało można przyznać tytuł Króla i Królowej Balu. Chwalić się rzeczą ładną nie jest, ale z dumą możemy i musimy powiedzieć, że każdy z podopiecznych był mistrzem swojego indywidualnego stylu i zaszczytem było zostać poproszonym przez niego do tańca, tańca którego kroków nie zna nikt, w którym kierujemy się tym, co nam w duszy gra, radością, która towarzyszy obecności na obozie.
Stałym punktem wyjazdów jest jazda konna, wyczekiwana w szczególności przez Michała i Daniela. Jedni jeździli, a drudzy? Też jeździli, ale bynajmniej nie konno. Adaś i Grzesiek rozpoczęli trening nowej dyscypliny sportowej – wyścig na dwukołowym wózku na siano. Przyglądając się im z bliska, spokojnie można uznać ich za pretendentów do wygrania zawodów w zjeździe na byle czym. Tak więc nieważne na czym i jak się jedzie, ważne żeby była radość, czyż nie?
W kolejny dzień udaliśmy się do Brzeszcz, gdzie część naszych podopiecznych mogła pozwolić sobie na odrobinę wodnego szaleństwa na tamtejszym basenie. Pozostali udali się na zdrowotną wyprawę do jaskini solnej. Dzień później odwiedziliśmy jeszcze Krainę Zabaw, w której obleganą atrakcją był basen kulkowy oraz zbudowany wokół niego labirynt.
Nasz wyjazd miał również drugi wymiar – niektórzy z „łanowiczów” przygotowują się w tym roku do sakramentu bierzmowania. Codziennie spotykaliśmy się więc wokół ołtarza w miejscowym kościele na wspólnej modlitwie, angażowaliśmy się w Liturgię śpiewem, posługą ministrancką.
Ktoś zapyta: ma to sens? My odpowiemy – nic nie ma większego. My zapytamy – czy Ty masz taką chwilę, kiedy świat się zatrzymuje, Ty wraz z nim i cudownie jest trwać w tym zatrzymaniu, po stokroć cudownie, kiedy zorientujesz się, kto trwa w nim wraz z Tobą? Oni nigdzie nie pędzą, oni czekają, byśmy my przy nich przystanęli. Obóz jest jak przynęta, wdzięczna o tyle bardziej, iż połów liczniejszy – głos nas – złowionych.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej