Zimowe radości u Pallotynów 06. maja 2012, 20:47

Każdy obóz ma w sobie coś magicznego. Coś, co odróżnia go od pozostałych i zarazem sprawia, że jest on wyjątkowy. I nie jest to ulepszanie corocznych atrakcji, lecz sytuacje, w których poznajemy nieznaną nam i podopiecznym sferę obcowania z sobą, czasem nawiązania bądź umocnienia istniejących już relacji. Przebywanie razem na obozie jest jak wejście do tajemniczego ogrodu, którego wnętrze zachwyca i wzbudza w człowieku odczucia, jakich żaden dotychczasowy widok w nim nie wzbudził. Tak! Przez siedem dni obóz był naszym zaczarowanym ogrodem.

Najwięcej dowiadujemy się o człowieku towarzysząc mu w prostych, codziennych czynnościach jak jedzenie, mycie, spanie. Tak też jest na obozach, kiedy to my uczymy się bycia z drugim człowiekiem – niekiedy słabszym i potrzebującym pomocy. Przez to, że jesteśmy dla siebie, stajemy się sobie jeszcze bliżsi.

Obóz jest również okazją do rozwijania pewnych umiejętności, kształtowania zachowań i pracy nad czynnościami jeszcze niewyuczonymi.

Poszerzanie horyzontów to kolejny cel „Łanowych” wyjazdów. Dają one naszym podopiecznym możliwość otwarcia się na inny – nieznany dotąd świat, okazję do kontaktu z ludźmi, zwierzętami, obiektami, z którymi nie mają styczności na co dzień. To poznanie, które kształtuje i otwiera niekiedy mocno zatrzaśnięte drzwi.

A my – opiekunowie – uchylamy te drzwi wspierając naszych podopiecznych. Na obozie walczyliśmy z lękiem przed przejażdżką konną Stefka, Moniki czy Mateusza w stadninie w Kleczy, towarzyszyliśmy im również na basenie w Wadowicach, zanurzaliśmy się po szyję w basenie z kulkami. Tradycyjnie już przytulaliśmy, głaskaliśmy psy, które odwiedziły nas również w tym roku i rozwijaliśmy zdolności muzyczne Patrycji, Zosi, Moniki, Daniela czy Dominika.

Dla każdego znalazło się na tym obozie coś, co choć trochę sprawiało, że uchylał on swoje drzwi do innego świata. Niekiedy nie były to „obozowe atrakcje”, lecz groch wrzucany za bluzkę, zajęcia plastyczne, granie na różnych instrumentach – tutaj ogromne zrozumienie widać było pomiędzy Patrycją, a Ojcem Grzegorzem – czy też rzucanie kłębkami włóczki i tworzenie ogromnej sieci, co z kolei pochłonęło Piotrka.

„Sieć” to drugie obok „ogrodu” słowo, które można powiązać z naszym obozem. Wszyscy po części tworzyliśmy ją w czasie obozu i każda jej część była ważna. Chyba wszyscy tak samo ochoczo daliśmy się w nią złapać i żadne z nas nie podjęło nawet najmniejszej próby ucieczki.

Podłączone albumy