..bo w Ciężkowicach fajnie było! 14. października 2011, 14:37

To już kolejny obóz, na który udało nam się wyjechać dzięki hojności naszych dobroczyńców, dzięki kwestom, jak i zaangażowaniu opiekunów. Wszystkim częściowo zaangażowanym, jak i tym bardziej, serdecznie dziękujemy!

W ramach naszego obozu wybraliśmy się po raz drugi do zaprzyjaźnionego ośrodka w Ciężkowicach. Osiem dni, które tam spędziliśmy, były naprawdę owocnym „wypoczynkiem“.

W pierwszych dniach naszego pobytu, wybraliśmy się do domu Św. Jacka w miejscowości Jamna. Wzięliśmy tam udział w Mszy św., którą odprawił nasz O. Grzegorz, a następnie udaliśmy się na krótki spacer, połączony z odwiedzinami bardzo słynnego mieszkańca Jamnej – osła Janusza, który to mi.in. Bule, Zosi i Stramkowi bardzo przypadł do gustu. Janusz nie był jedynym obiektem zainteresowań naszych podopiecznych. Nie lada atrakcją dla Patrycji, Stramka, Piotrka i Moniki były konie z pobliskiej zagrody.
Codziennie w czasie obozu mieliśmy msze Św., które odprawiał Ojciec Grzegorz. Oprawa muzyczna mszy wzbudzała szczególne uznanie, zapał do śpiewu i modlitwy u Patrycji. Pieśni opanowała ona już na tyle dobrze, że ku ogólnemu zaskoczeniu, jako pierwsza zaczynała je śpiewać, gdy tylko rozbrzmiewały pierwsze akordy – jest niesamowita!
Kolejną obozową atrakcją był wyjazd na hipoterapię do ośrodka w Stróżach. Zintegrowaliśmy się tam z grupą niepełnosprawnych osób, przebywających na turnusie w tamtejszym ośrodku, w takim stopniu, że już po chwili ciężko było mówić o dwóch różnych grupach, a można było o jednej, bardzo dobrze się porozumiewającej. Po wspólnym grillowaniu doczekaliśmy głównej atrakcji – przejażdżki konno. Nie ważne było w jakiej pozycji się jedzie, przodem na siedząco – jak Molo – czy tyłem do kierunku jazdy – jak Stramek, czy Monika. Ważna była ogólna radość wypływająca z jazdy.
Po tak intensywnym dniu należało odpocząć. Dużo czasu spędzaliśmy w ogrodzie, na rozmowach lub po prostu, na wypoczynku. A chęć do wypoczywania była wielka, bo i pogoda bardzo nam dopisywała. Dla tych nieutrudzonych licznymi wyprawami, również znaleźliśmy zajęcie..
Mąka, sól, trochę wody i jest.. masa solna, od której niektórych np. Bartka, Bułę, Daniela, Jaśka i Dominika nie można było odciągnąć. Lepienie kulek, rozpadających się w błyskawicznym tempie, wymagało od podopiecznych nieprzeciętnego sprytu. Rozmyślanie nad składem chemicznym rozpadającego się ciasta było zajęciem m.in. Jaśka, który skrzętnie badał wiaderka z podejrzaną substancją.
Puszczanie baniek mydlanych pochłonęło zupełnie Dodminika, Bułę, Łukasza, Monikę, Mańka i Marcina. Trzeba przyznać, że niektórzy, jak Marcin – zwolennik wszystkich obiektów poruszających się na wietrze – do perfekcji opanowali tę czynność.
Na koniec dnia rozwijaliśmy swoje umiejętności taneczne. Stałym punktem naszego obozu jest dyskoteka. Tym razem mistrzami parkietu okazali się Jasiek, Bartek, Maniek i Maciek. Łukasz czuł się na tyle pewnie, że nie miał najmniejszych oporów, aby zatańczyć z siostrą zakonną – wypadli znakomicie!
Kolejne dni nazwać można „basenowymi“. Nie ważne, czy pływak, czy nie, każdy mógł się dobrze bawić. Odwiedziliśmy bowiem basen w Gorlicach oraz Figloland w Nowym Sączu z m.in. basenem kulkowym i innymi zabawowymi atrakcjami.
Końcową atrakcją naszego obozu był wyjazd do Rożnowa, gdzie wzięliśmy udział w rejsie po Jeziorze Rożnowskim. Pokonanie nieprostej drogi po molu, by dostać się na upragniony statek, nie było żadną trudnością dla „wózkowiczów”, czego najlepszym przykładem był Molo.
Adasiowi i Molakowi rejs spodobał się tak bardzo, że dzięki życzliwości kapitana statku, załapali się oni na rejs z drugą turą pasażerów.
Ostatnią już atrakcją była dogoterapia. Nasi czworonożni przyjaciele zawsze wzbudzają wielką radość wśród podopiecznych, po czym giną oni w licznych uściskach, całusach, ogólnych pieszczotach. Tak też było tym razem.

Tak oto spędziliśmy część wakacji. Czy było warto? – pytanie retoryczne. Zresztą, zawsze i Ty możesz być jednym z nas – „obozowiczów“ – i samemu się przekonać.

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej