Blog

Czym się zajmujemy? Czytaj na bieżąco na naszym blogu.

Obóz w Sielpi Wielkiej, czyli wulkan energii 12. marca 2017, 12:48

Po roku, po raz drugi przyjechaliśmy do ośrodka wypoczynkowego „Łucznik” w Sielpi Wielkiej. Jednak tym razem na polu leżało dużooo śniegu, a znajdujące się nieopodal jezioro było zamarznięte. Meteorolodzy nie ostrzegli mieszkańców, że wraz z naszym przyjazdem istnieje możliwość nagłego ocieplenia, a nawet wybuchu wulkanu… :)

W „busie” rozpoczęliśmy naszą wyprawę od modlitwy poprowadzonej przez Daniela. Zaraz potem Marcin puścił nam swój ukochany utwór – Amor i już wiedzieliśmy, że obóz rozpoczął się na dobre. Po przyjeździe mieliśmy trochę czasu wolnego na rozpakowanie się i odpoczynek. Część z nas bawiła się na świetlicy, inni wyruszyli na spacer, żeby zbadać okolice. Czuć było, że to znów „ten czas” – mnóstwo miłości, niekończących się buziaków i piosenek Disneya śpiewanych przez wolontariuszy.

W poniedziałek pojechaliśmy z samego rana na basen w Kielcach. Część z nas poszła popływać, inni poszli na spacer i pyszne ciacho w kawiarni. Na pływalni okazało się, że grasuje tam rekin – Olaf. Polował na nas, żeby zarazić nas śmiechem. Taki rekin to może być! Sporo było jeszcze innych gatunków ryb, znaleźli się nawet rycerze wodni, którzy walczyli długimi mieczami – wałkami. Nasza fantazja nie zna granic! Popularnością cieszyło się oczywiście jacuzzi i ogromna, niebieska ślizgawka. Nasze dzieciaki wspinały się z radością na sam szczyt, żeby zjechać z niej ze swoim opiekunem. Alternatywą tej atrakcji, docenioną przez Adasia czy Krystiana, była nieco mniejsza ślizgawka, przy której „psikala” mała fontanna w kształcie pingwina. Po wyjściu nasi podopieczni dojrzeli w mgnieniu oka automaty ze słodkościami, od których nie sposób było odejść! Dla Adasia natomiast największą atrakcją była winda :).
W tym dniu atrakcje trwały aż do wieczora. Na obozie każdy dzień jest szczególny, ale ten był wyjątkowy, bo Łukasz obchodził urodziny. Zaśpiewaliśmy mu głośno „Sto lat” i wyściskaliśmy. Łukasz dostał urodzinową czapeczkę i prezent, a potem rozdawał wszystkim słodycze z paczki – to dopiero dżentelmen!

Następny dzień – wtorek 14 lutego też był niezwykły, bo to przecież Walentynki. Chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć, aby spędzić ten czas w lepszym towarzystwie. Tuż po śniadaniu wyruszyliśmy na kulki do Bawialni AQQ. Nasz autokar nie mógł z początku ruszyć, co według Adama było wielką tajemnicą, a właściwie – „pielmienicą”. Jednak udało nam się dotrzeć i uczcić ten dzień jak należy, czyli na wesoło. Opiekunom bardzo udzielił się ten walentynkowy nastrój i w autobusie śpiewali każdą możliwą piosenkę o miłości. Dzieciaki były z tego powody przeszczęśliwe. Na miejscu część Łanowiczów od razu zanurkowała w basenie z kulkami i stoczyła bitwę. Paweł zafascynował się grą wyścigową, przy której siedział na specjalnym, wielkim fotelu. Kubuś i Dawidek podskakiwali w pozycji leżącej na trampolinach, a Adaś podgrzewał popcorn w zabawkowej kuchence mikrofalowej. Olaf zwiedzał salę jeżdżąc czerwonym autkiem. Miłośnicy wspinaczek mieli okazję, żeby wykazać się swoją sprawnością, przeczołgując się przez liczne przeszkody, a na koniec zjeżdżając z długich, kolorowych ślizgawek. To był bardzo udany, miłosny czas.

W środę mieliśmy aż dwie atrakcje. Najpierw pojechaliśmy na Ranczo Gajewskich. Pogoda była iście wiosenna, więc część z nas wybrała się na spacer w pierwszych promieniach słońca. W międzyczasie, większość z naszych Podopiecznych odbyła przejażdżkę na koniu. Łukasz jak zwykle wolał obserwować hipoterapię z daleka, ale byli też tacy, którzy mimo wcześniejszego oporu, dali się namówić do jazdy i tak im się spodobało, że nie chcieli wracać!
Po południu odwiedziliśmy Energetyczne Centrum Nauki w Kielcach. Była to ogromna frajda dla nas wszystkich, a przy okazji nauka praw fizyki. Niektórzy z naszych podopiecznych nie wiedzieli od czego zacząć zwiedzanie, a właściwie zabawę rozmaitymi urządzeniami doświadczalnymi. Ogromną popularnością wśród dzieciaków cieszyło się łóżko wodne, które falowało przez wcześniejsze uderzenia dźwigni. Fani sportu mogli ścigać się na rowerach stacjonarnych, których drogę ilustrowały kolorowe światełka znajdujące się naprzeciwko. Mogliśmy też sterować dużymi dmuchawami, dzięki którym w powietrzu unosiły się żółte piłki. Jednym słowem – Energetyczne Centrum Nauki okazało się świetnym do eksplozji naszej energii i zaspokojenia fascynacji światem.
Czwartek był kolejnym „wodnym” dniem, ale tym razem zanurzyliśmy się, już nie tak dosłownie, w świecie błękitnego oceanu – kolorowych raf koralowych i ryb o przedziwnych kształtach. Tym razem zawitaliśmy w Oceanice w Chrustach nieopodal Kielc. Znajdowały się tam ogromnych rozmiarów akwaria z przeróżnymi gatunkami ryb i innych morskich stworzeń. Po wystawie oprowadzał nas pan przewodnik, który opowiadał nam o tych niesamowitych istotach i środowisku, w którym żyją. To była kolejna niezapomniana atrakcja, podczas której dzieciaki otwierały szeroko buzie ze zdziwienia. Nasi bardziej cierpliwi podopieczni z ogromnym skupieniem i ekscytacją obserwowali jak ryby przepływają obok nich za szklanymi szybami.
Jednak nasze przygody po wyjściu z Oceaniki trwały nadal. Zaraz obok znajdował się Park Miniatur. Chętni dostali przewodniki multimedialne ze słuchawkami i chodzili po parku własnymi ścieżkami, inni zaś byli oprowadzani przez panią przewodnik. Mogliśmy tam zwiedzić najciekawsze świętokrzyskie budowle, wszystko to w jednym miejscu! Po spacerze nieco zmarzliśmy, ale ten dzień wciąż nas zaskakiwał i pod Parkiem Miniatur czekało na nas ognisko. Zjedliśmy pyszne kiełbaski, wypiliśmy herbatę i odpoczęliśmy trochę po wcześniejszych wrażeniach.

W piątek odbyła się dogoterapia. Do naszego ośrodka przyjechały trzy psy – dwa większe i jeden mały szczeniaczek, który natychmiast podbił serca naszych Podopiecznych! Podzieliliśmy się na 3 grupy, więc każdy mógł w spokoju pogłaskać, przytulić i nakarmić zwierzaki. Wieczorem na naszej scenie opiekunowie wystawili spektakl. Motywem przewodnim była dżungla. Bawialnia zamieniła się w egzotyczną krainę – z dzikimi zwierzętami, palmami, długimi trawami, a nawet z ogromnym, czarnym wulkanem. Nawet nasi podopieczni przemienili się w dzikie zwierzaki, dzięki barwnym makijażom. Śmiech widzów wypełnił salę, gdy łanowi opiekunowie zaczęli skakać, tańczyć i śpiewać na scenie. Wystąpiła tam między innymi krówka z litrem mleka zamiast trzech kartonów, małpka o człekokształtnych palcach czy też stonoga bez nóg. Był tam również mądry żółw, który uratował swoich nowych przyjaciół z którymi wybrał się na wycieczkę w góry. Kiedy wulkan niespodziewanie wybuchł i strumieniami zaczęła lać się lawa z Coca-Coli, żółw wyciągnął ze skorupy schowaną tam deskorolkę i wszyscy zjechali ze „stołowej” góry.
Po spektaklu widzowie udali się na kolację, a następnie szybko przebrali się w najlepsze koszule i sukienki. Mieli ku temu nie byle jaki powód, bo przecież niedługo potem zaczynała się najlepsza impreza w okolicy, czyli DISCO BŁYSKO! Oj, co tam się działo! Tańczyliśmy w każdym z możliwych stylów – od szalonych skoków Jaśka, przez wózkowe piruety, aż po taniec towarzyski Marcina Pilcha (taki bez dotykania dłoni partnerki). Sala była przepięknie przystrojona mnóstwem balonów, świeciła też ogromna kula dyskotekowa. Nie zabrakło oczywiście ukochanej przez nas Coca-Coli i słodkości.

W sobotę z rana szybko się spakowaliśmy i ostatni raz spotkaliśmy się na obozowej mszy, która była odprawiana codziennie w naszym ośrodku. Podziękowaliśmy Bogu za to co nas tu spotkało, za naszych wspaniałych darczyńców, goszczących nas właścicieli i wszystkich dobrych ludzi, których spotkaliśmy w tym czasie. Było przecież tak wspaniale, ale cóż, trzeba wrócić … Jednak koniec obozu jest jednocześnie początkiem – nowego semestru i oczywiście wielkich przyjaźni. W Sielpi spotkało nas dużo dobra. Dziękujemy wszystkim bardzo życzliwym pracownikom ośrodka wypoczynkowego Łucznik i mamy nadzieję, że jeszcze tam wrócimy :).

„Wszędzie dobrze tam, gdzie jesteśmy” – czyli o tym, jak wróciliśmy w olsztyńskie progi. 03. października 2016, 13:54

Tegoroczny wrzesień był miesiącem wyczekiwanym przez wielu. Pierwsze pożółkłe liście, spadające kasztany i kwitnące wrzosy. Te malowane przez naszą wyobraźnię obrazy, nasuwają nam na myśl tylko jedno słowo: jesie… Eee tam, żadna jesień! OBÓÓÓZ! :)

To właśnie tegoroczny obóz letni był wydarzeniem, na które wyczekiwali zarówno nasi Podopieczni, jak i opiekunowie. W tym roku po latach postanowiliśmy powrócić do Olsztyna k. Częstochowy.

Sobotni poranek stał pod znakiem pełnego napięcia oczekiwania. Pierwszym, co zobaczyliśmy, podchodząc pod Dom na Łanowej, była przyklejona do szyby twarz Adasia. Szybko uwinęliśmy się z pakowaniem naszych walizek, głównie dzięki nieocenionej pomocy Miśka, który jak zwykle sprawnie koordynował logistykę naszej wycieczki. Na naszym pokładzie powitaliśmy naszego nowego Pana Kierowcę, który szybko zyskał sobie przychylność chłopaków.

Pod dotarciu na miejsce nie traciliśmy czasu – rozlokowaliśmy się w ośrodku i szybko ruszyliśmy na spacerową eksplorację terenu. Pomimo, że pogoda początkowo nam nie sprzyjała, my trzymaliśmy się dzielnie. Adaś i Krystian zajęli się przeszukiwaniem najgłębszych zakamarków Domu Rekolekcyjnego, natomiast amatorzy tak zwanego Odpoczynku Biernego poddali się temu aktowi w naszej kolorowej bawialni. Pierwszy dzień minął organizacyjnie i intensywnie. Wieczorem celebrowaliśmy wspólną Eucharystię, która jest centralnym punktem każego obozo-dnia, a po kolacji odprawiliśmy nieszpory, podczas których mogliśmy się też wszyscy lepiej poznać. Ten obóz był szczególny także dlatego, że po raz pierwszy był z nami o. Tomek Samulnik, który w tym roku będzie OPiekunem naszej wspólnoty. Mamy nadzieję (czy lepiej: jesteśmy pewni), że będzie ojcu z nami dobrze:)

W niedzielę udaliśmy się do Muzeum Stary Młyn w Żarkach, gdzie mogliśmy sprawdzić swoje młynarskie umiejętności. Szczególnie dobrze w roli piekarczyków sprawdzili się Bartek oraz Wojtki. Mogliśmy zobaczyć, jak mielono zboże w tradycyjnych młynach oraz własnoręcznie zmielić ziarno w żarnach. Po wizycie w muzeum udało nam się schować przed deszczem w pobliskiej kawiarni, gdzie mogliśmy delektować się pysznym sernikiem i łanową coca-colową ambrozją.

W poniedziałek odwiedziliśmy pobliską stadninę, co najbardziej ucieszyło oczywiście Łukasza Sobesto. Dzięki uprzejmości Gospodarzy oprócz jazdy na wierzchowcu mogliśmy się przejechać prawdziwą bryczką – nasza Oliwka aspirowała nawet do roli woźnicy! Po przejażdżkach po okolicy, podczas których mogliśmy usłyszeć lokalne gawędy Pana Woźnicy, rozpaliliśmy ognisko i delektowaliśmy się pieczonymi kiełbaskami. Tego dnia wrażeń nie brakowało!

Wtorkowy poranek upłynął nam na spacerowaniu i łapaniu przebijających się leniwie promieni słońca. Za owocne poszukiwania nagrodziliśmy się słodkościami na rynku – pysznymi rurkami z kremem i goframi. Podziwialiśmy też olsztyńskie rzeźby, rodem z „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”.
Po obiedzie natomiast – ponieważ jak wiadomo popołudnie to najbardziej elegancki czas na wizyty – postanowiliśmy odwiedzić naszą Mamę na Jasnej Górze. Pomodliliśmy się przed Jej obrazem w kaplicy prosząc o kolejny dobry rok. Było to szczególne przeżycie dla Krystiana Korony, który mógł wreszcie odśpiewać „Czarną Madonnę” w prawdziwie godnym tego miejscu.

W środę nie zwalnialiśmy obozowego tempa – spędzaliśmy czas aktywnie, ćwicząc niemal akrobatyczne sztuczki, jak na przykład chodzenie po linie. Szczególnie dobrze radziła sobie z tym Oliwka! Każdy znalazł sztuczkę, w której czuł się jak ryba w wodzie. Maciek do perfekcji opanował bujanie się w hamaku ;) a niezrównany Marcin Jakubowski zadbał o bańkową aranżację scenerii. Wszyscy jednak w napięciu wyczekiwali popołudnia, kiedy to miały odwiedzić nas psy z krakowskiej Iskry. Jeszcze raz dziękujemy za odwiedziny i wspólną zabawę!

W czwartek czekała nas daleka wyprawa – wybraliśmy się do Rodzinnego Parku Rozrywki w Ogrodzieńcu. Trudno opisać słowami, czego tam doświadczyliśmy! Nieoczekiwanie szczególne zainteresowanie prawami fizycznymi wykazał nasz Krystian Szczepaniak. W doświadczalnym zacięciu nie ustępował mu też Adaś Korcala, który to na własnej skórze postanowił przekonać się, co to znaczy „przewrócić świat do góry nogami”. Każdy znalazł coś dla siebie!

Całotygodniową intensywność zdarzeń postanowiliśmy uwieńczyć relaksem w jaccuzzi – wszak wyjazd na basen to obowiązkowy punkt każdego programu, o czym nieustannie przypominał opiekunom Marcin. Część obozowiczów poświęciła się błogiemu odpoczynkowi, w czym prym wiódł Jaś. Nie zabrakło także amatorów ściankowej wspinaczki, jak Paweł, a co odważniejsi skusili się nawet na szalony rajd zjeżdżalnią. Regenerując siły pożywnym obiadem wyczekiwaliśmy wieczoru. Wszyscy ubrani w eleganckie stroje udali się na spektakl „Gdzie jest Nemo?”, podczas którego mogliśmy się oddać szalonemu wirowi podwodnych scenerii. Po znalezieniu odpowiedzi na spektaklowe pytanie, mogliśmy świętować podczas tradycyjnego dysko-błysko.
Wszyscy szaleliśmy na parkiecie, może nie do białego rana, ale na pewno do późnego wieczora, a piosenka „Przez twe oczy zielone…” na długo będzie dźwięczeć w naszych uszach ;)

Sobotni poranek przywitał nas piękną pogodą, choć nasze twarze były lekko zachmurzone – jak mówi przysłowie, to co dobre, szybko się kończy. Obóz dobiegł końca i trzeba było zmierzyć się z powrotem do Krakowa. Takie momenty dla nas wszystkich są trudne, ale przecież już niedługo rozpoczniemy nasze poniedziałkowe spotkania i zanim się obejrzymy, przyjdzie czas obozu zimowego – a z nim wszystkich Dobrych Wydarzeń, które towarzyszą naszym wyjazdom.
My już nie możemy się tego doczekać… A Tyyyyy..? :)

Poznaj ich lepiej


Obóz zimowy w Sielpi Wielkiej 05. marca 2016, 15:13

Dobiegł końca tegoroczny zimowy obóz Łanowej. Spędziliśmy z naszymi Podopiecznymi wspaniały tydzień, wypełniony świetną zabawą. Cieszymy się, że po raz kolejny mogliśmy wziąć udział w tak niesamowitym wydarzeniu.

Wyjechaliśmy z Krakowa w niedzielę rano. Zarówno Podopieczni, jak i opiekunowie z entuzjazmem wyczekiwali nowych wrażeń, których niezmiennie dostarczają wyjazdy Łanowej. Tym razem celem naszej podróży była Sielpia Wielka w województwie świętokrzyskim. Na czas obozu zamieszkaliśmy w ośrodku wypoczynkowym Łucznik, położonym nad malowniczym jeziorem i otoczonym lasem. W ośrodku zastaliśmy przestronne pokoje, dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, a także obszerną salę, w której w czasie obozu odbywały się przeróżne zabawy i atrakcje dla naszych Podopiecznych. Właścicielom i obsłudze ośrodka należą się serdeczne podziękowania za gościnność i życzliwość okazywaną naszej grupie w czasie całego obozu.

Po pysznym niedzielnym obiedzie postanowiliśmy wykorzystać wiosenną pogodę i wybrać się na spacer. Najpierw zawędrowaliśmy nad jezioro, które pięknie lśniło w blasku słońca. Widok był cudowny. Dalej alejkami wśród drzew poprowadził nas Adaś, który wraz ze swoim opiekunem już wcześniej poznał wszystkie ścieżki (a zanim obóz dobiegł końca, zdążył je przemierzyć jeszcze kilkakrotnie). Po powrocie do ośrodka wspólnie uczestniczyliśmy w Eucharystii. Msza Święta jest centralnym punktem każdego dnia obozu. Cieszymy się, że przez cały tydzień był z nami ojciec Tomasz Rojek, który tak wiele serca i zaangażowania wkłada w pracę duszpasterską zarówno z Podopiecznymi, jak i z wolontariuszami grupy Łanowa.

W poniedziałek, zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na basen. Tu każdy z Podopiecznych mógł znaleźć odpowiednią dla siebie atrakcję – jednym bardziej przypadła do gustu zakręcona zjeżdżalnia, innym bąbelki w jacuzzi. Kiedy część Podopiecznych radośnie pluskała się w wodzie, pozostali przyjemnie spędzili czas w kawiarni. Po południu wypoczywaliśmy wspólnie oglądając bajki. Udało się także zorganizować zabawę w karaoke, podczas której Bartek Buczek zachwycił publiczność swoim popisowym numerem „Jesteś szalona”.

We wtorek byliśmy w centrum zabaw Happy Land w Kielcach. Razem z naszymi Podopiecznymi zajrzeliśmy do wszystkich zakamarków, by sprawdzić dokąd prowadzą tunele, labirynty i zjeżdżalnie. Mogliśmy nurkować w basenie z kulkami, wspinać się i rzucać do siebie kolorowymi piłeczkami. Ta ostatnia atrakcja zyskała nowy wymiar dzięki specjalnym wyrzutniom na kulki. Mieliśmy też okazję poskakać na trampolinach, co wzbudziło zachwyt Dawida i Kuby. Po powrocie do ośrodka i zjedzeniu obiadu nadszedł czas na ciąg dalszy naszych zabaw. Tu mieliśmy do dyspozycji materace, a także klocki, piłki i klanzę.

Następny dzień przyniósł kolejne niesamowite atrakcje. Po śniadaniu odwiedziliśmy muzeum im. Orła Białego w Skarżysku Kamiennej. Mogliśmy tam obejrzeć mundury, broń i pojazdy wojskowe. Cały plac przed budynkiem muzeum zajmowały czołgi, wyrzutnie rakietowe, ogromny kuter torpedowy ORP „Odważny”, a także samoloty. Największy z nich zwiedziliśmy od środka – Podopieczni mogli zasiąść za sterami, by poczuć się jak piloci kierujący tą potężną maszyną. Po południu do ośrodka przyjechały dorożki. Dziękujemy pracownikom stadniny Rancho Gajewskich za to, że poświęcili swój czas, by sprawić frajdę naszym Podopiecznym. Mimo że dzień był chłodny i musieliśmy owinąć się ciepłymi kocami, wspaniale bawiliśmy się podczas przejażdżki. Zwłaszcza w momencie gdy dorożki przyspieszały, radosny śmiech zagłuszał tętent kopyt. Przy tej okazji Daniel nauczył się nowej rymowanki: „Poszły konie po betonie”. Jeszcze tego samego dnia na twarzach oprócz uśmiechów zagościły wszystkie kolory tęczy. Zarówno Podopieczni jak i opiekunowie wyglądali niesamowicie z twarzami pomalowanymi w fantastyczne wzory. Molo przemienił się w prawdziwego pirata, a Dominik świetnie prezentował się jako Iron Man. To jeszcze nie koniec wrażeń. Wieczorem opiekunowie zaprezentowali przedstawienie pod tytułem „Przyjaciele niedźwiedzia” – historię leśnych zwierząt ratujących jajko, które spadło z drzewa. Przedstawienie obfitowało w nieoczekiwane zwroty akcji. Niespodziewanie na scenie pojawiły się groźne drapieżniki – wilk i gepard. Na szczęście dzięki pomocy silnego niedźwiedzia, mądrej sowy i zwinnej wiewiórki, jajko trafiło z powrotem do gniazda i wszystko skończyło się szczęśliwie.

W czwartek nie wyjeżdżaliśmy z Sielpi, ale pozostając na miejscu mieliśmy nadzwyczajną okazję poznawania tajemnic wszechświata. W ośrodku pojawił się czarny namiot. Wewnątrz ułożyliśmy się wygodnie na materacach i spoglądając w górę zobaczyliśmy setki jasnych punkcików – były to gwiazdy. Po chwili sklepienie wypełniło się obrazami przedstawiającymi poszczególne konstelacje. Następnie mogliśmy przyjrzeć się bliżej planetom układu słonecznego i prześledzić wszystkie fazy księżyca. Podopiecznym bardzo spodobała się ta niezwykła kosmiczna podróż. Jedni obserwowali w skupieniu zmieniające się obrazy, inni żywo reagowali, wskazując obiekty, które przykuły ich uwagę. Wszyscy byli zgodni, że planetarium to świetna sprawa. Po południu odwiedzili nas kolejni goście – tym razem przyjechały psy na dogoterapię. Podopieczni mogli zanurzyć dłonie w puszystej sierści psa rasy samojed i poprowadzić go na smyczy. Zobaczyliśmy też jak psiaki wykonują różne sztuczki by zdobyć przysmaki. Ostatnią atrakcją tego dnia było disco-błysko. Mieliśmy do dyspozycji rozległą przestrzeń – miejsca na parkiecie wystarczyło dla wszystkich. Pod sufitem rozbłysła dyskotekowa kula, a z głośników popłynęły dźwięki skocznej muzyki. Marcin Pilch jak zwykle wyczekiwał przebojów Julio Iglesiasa. Dziś możemy tylko przypomnieć sobie jego radość przy pierwszej nutce nieśmiertelnego „Amor”. Oczywiście na dyskotece nie mogło zabraknąć stołu z przekąskami i napojami, który niezmiennie cieszy się ogromnym zainteresowaniem naszych Podopiecznych. Dziękujemy serdecznie firmie Bahlsen Polska, która po raz kolejny zaopatrzyła nas w ciastka.

W piątek pojechaliśmy na hipoterapię. W tym dniu pogoda nas nie rozpieszczała – padał deszcz. To jednak zdecydowanie za mało by ugasić nasz entuzjazm. W dobrych humorach i zaopatrzeni w marchewkę dla koni dotarliśmy do stadniny. Tam czekała na nas dodatkowa atrakcja – ognisko, przy którym mogliśmy się ogrzać i upiec kiełbaski. Każdy z naszych Podopiecznych miał możliwość przejechać się na koniu, a niektórzy skorzystali z niej nawet dwa razy. Czas po obiedzie wykorzystaliśmy na zajęcia plastyczne. Praca Podopiecznych i opiekunów miała wyjątkowy charakter – ich zadaniem było stworzenie obrazu związanego z Drogą Krzyżową. Później, podczas kazania ojciec Tomasz skomentował powstałe obrazy, a także poprosił Autorów, by sami o nich opowiedzieli. Zarówno to co namalowali nasi Podopieczni, jak i to w jaki sposób opowiadali o swoich pracach pokazało nam, po raz kolejny, jak wiele możemy się od Nich nauczyć.

Sobota była ostatnim dniem obozu. Przykro było nam opuszczać miejsce, w którym spędziliśmy tyle cudownych chwil i gdzie doświadczyliśmy tak wiele dobroci i życzliwości. Po południu przyjechaliśmy do Krakowa na ulicę Łanową, gdzie musieliśmy pożegnać się z Podopiecznymi. Rozstania zawsze są trudne, ale na szczęście już niedługo znów zobaczymy się na cotygodniowych spotkaniach naszej grupy, a do niezapomnianych momentów obozu w Sielpi Wielkiej na pewno często będziemy wracać we wspomnieniach.

Podłączone albumy

Spotkanie wigilijne 18. stycznia 2016, 20:39

W niedzielę 10 stycznia odbyło się nasze spotkanie wigilijne. Rozpoczęliśmy je tradycyjnie Mszą Świętą w klasztorze oo. Dominikanów. Pewnym zaskoczeniem mógł być fakt, że zebraliśmy się w nieco szerszym gronie. Kim mogą być tajemniczy goście? Zagadka wyjaśniła się, gdy zaczęli nastrajać instrumenty: skrzypce, akordeon, flet, gitarę i kontrabas. Okazało się, że czeka nas wyjątkowa atrakcja – koncert! Tuż po Eucharystii mogliśmy wysłuchać najpiękniejszych kolęd w brawurowym wykonaniu uczniów i nauczycieli ze szkoły muzycznej w Dobczycach. Muzyka wprowadziła cudowną, świąteczną atmosferę. Wszystkie występy zostały nagrodzone gromkimi oklaskami, ale trzeba przyznać, że szczególny entuzjazm publiczności wywołały dźwięki kontrabasu. Kiedy wybrzmiały już ostatnie takty, na sali rozległy się okrzyki „bis!” i „kon-tra-bas!”, które skłoniły artystów do powtórnego wykonania kolędy „Przybieżeli do Betlejem pasterze.” Podziękowaliśmy muzykom jak najbardziej zasłużoną owacją na stojąco.

Po zakończeniu koncertu naszedł czas na kolejny punkt programu. W „Beczce” już czekały zastawione stoły, a na nich mnóstwo smakołyków. Zarówno wielbiciele ciast, jak i zwolennicy sałatek mogli tam znaleźć coś dla siebie. Jak wiadomo, tradycja wymaga, by na stole wigilijnym znalazło się wolne miejsce dla niespodziewanego przybysza. My jednak wypatrywaliśmy raczej kogoś, kto odwiedza nas co roku. Oczekiwany gość już po chwili stanął w drzwiach. Wśród Podopiecznych zapanowało radosne poruszenie na widok Świętego Mikołaja! Miał czerwony strój, długą brodę i dźwigał worek pełen prezentów. Wspaniale było patrzeć jak nasi Podopieczni cieszą się z otrzymanych upominków i jak dzielą się z nami swoim szczęściem. Ich uśmiech to najpiękniejszy świąteczny podarunek!
Nasze wigilijne spotkanie obfitowało w atrakcje i dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń. Były kolędy, prezenty i smakołyki, ale przede wszystkim wyjątkowe chwile, w których mogliśmy poczuć rodzinne ciepło, podzielić się opłatkiem i złożyć sobie świąteczne życzenia.

Podłączone albumy

Czas wykorzystany na maksa! :) 29. września 2015, 16:21

Po dwóch latach Łanowa powróciła do Szczyrzyca. Kto choć raz odwiedził to miejsce, wie już, że bez większych problemów można się w nim po prostu zakochać. A gdy do niezwykłego położenia w sercu Beskidu Wyspowego oraz pięknej pogody, która towarzyszyła nam przez cały (!) tydzień, doszła niesamowita energia i radość naszych Podopieczych z bezinteresownym zaangażowaniem opiekunów – mieliśmy przepis na obóz (niemal) doskonały.

Łanowa mogła liczyć na gorące przyjęcie przez Państwa Barbarę i Adama Czepielów, którzy ponownie zaprosili nas do siebie. Ich wielkie serce do pomocy oraz ogromną sympatię połączoną z wielką skromnością i oddaniem, czuliśmy na każdym kroku. Dziękujemy serdecznie!

Szczyrzyc już w sobotę powitał nas pięknym słońcem, którego uroki – oczywiście po obiedzie przygotowanym przez niezastąpioną Panią Małgosię – postanowiliśmy wykorzystać na spacer nad położoną nieopodal rzekę. Wspólne popołudnie pozwoliło nam nie tylko na spokojne „wprowadzenie się” w naprawdę wyjątkową atmosferę „łanowego obozu” (kto kiedykolwiek był, ten wie!), ale także na poznanie się nawzajem. W tym roku bowiem na jesienny wyjazd wybrało się z nami aż dwunastu nowych opiekunów. Choć pierwsze chwile nie zawsze są łatwe, od razu widać było, że krótki staż w Łanowej nie będzie dla nikogo problemem i czekają nas kolejne wyjątkowe dni.

W niedzielne przedpołudnie udaliśmy się do położonego naprzeciwko klasztoru ojców Cystersów, by wraz z innymi wiernymi modlić się przed cudownym obrazem Matki Boskiej Szczyrzyckiej. Po mszy świętej, nie marnując czasu, wybraliśmy do Limanowej, gdzie na rynku wraz z Podopiecznymi zjedliśmy lody i ciastka. Największa atrakcja dnia była jednak ciągle przed nami.

Popołudniu wszyscy mogliśmy poczuć się jak w prawdziwym teatrze. Na profesjonalnej scenie znajdującej się w naszym ośrodku, pojawili się bowiem opiekunowie, którzy równie profesjonalnie i ze wspaniałym poczuciem humoru zaprezentowali… przygody Pszczółki Mai. Fantastyczne stroje, pomysłowość oraz niezapomniane kreacje aktorskie (w końcu jak zapomnieć Staszka w pszczelim stroju w żółto-czarne paski albo Kamila w roli żarłocznego pająka?) została nagrodzona burzą braw i wielkim uznaniem publiczności.

Jednym ze stałych punktów obozu jest wizyta psów. Dogoterapia to niezwykle wyczekiwana atrakcja. Szczególną radość w zabawie z czworonogami wykazywał Molo, który głośnymi okrzykami zachęcał je do przejścia przez specjalny tunel, po czym… sam ruszył ich śladem i już po chwili mogliśmy zobaczyć na twarzy Grześka szeroki uśmiech, którym zaraziłby nawet największego ponuraka. Także inni Podopieczni mieli sporo frajdy z wizyty psiaków, które posłusznie wykonywały polecenia i cierpliwie znosiły nawet najmocniejsze przejawy sympatii.

Korzystając z dobrej pogody, jeszcze w poniedziałkowe popołudnie na przykościelnym, wyjątkowo urokliwym, placu Św. Stanisława wzięliśmy udział w plenerowej mszy świętej. Odprawił ją dla nas ojciec Tomasz Rojek, który kilka chwil wcześniej dojechał do nas z Krakowa i pozostał z nami aż do końca wyjazdu. Jego obecność i wspaniała umiejętność przekazywania Słowa Bożego często w rzadko spotykanej i zaskakującej formie, była dla nas po raz kolejny wielką pomocą w radościach i trudach obozowego dnia.

Żaden z wyjazdów Łanowej nie mógłby się odbyć bez wizyty na hipoterapii. Tym razem dzięki gościnności pięknie położonej stadniny w Iwkowej, nasi Podopieczni nie tylko mieli okazję by zasiąść na końskim grzbiecie (tu szczególnie efektownie – niczym rzymski cesarz – prezentował się Marcin Pilch), ale także wyczesać je oraz nakarmić. Wielkim sercem do jak najlepszego przyjęcia nas w Iwkowej, wykazała się pracująca tam na co dzień Jaga, która przez wiele lat jeździła na łanowe obozy. Dziękujemy z całego serca!

Środowe przedpołudnie było czasem kolejnej atrakcji, bez której Marcin Jakubowski wyjazd uznałby za nieudany i bezcelowy – basenu. W czasie gdy pływacy (i pływaczki) korzystali z idealnie przystosowanej do przyjęcia osób niepełnosprawnych pływalni w Myślenicach, pozostali wybrali się jak zwykle na ciastka i lody. Nie spodziewaliśmy się jednak, że cały rachunek z uśmiechem weźmie na siebie Pani Właścicielka cukierni, której gest tylko przekonał nas, że na świecie dobrych ludzi jest bardzo wielu i wcale nie tak trudno znaleźć bezinteresowną pomoc.

Ten dzień dopiero się jednak rozkręcał. Po kolejnym pysznym obiedzie ogromną niespodziankę sprawił nam „Pan Jurek z Jurkowa”, który przyjechał do nas z… zawodowym urządzeniem do robienia waty cukrowej. Na wszystkich twarzach wyczytać można było prawdziwą fascynację, zwłaszcza gdy sami mogli sobie tę watę wykonać. Szczególnie zachwyceni tajemniczym pojawianiem się cukrowej chmury na drewnianym patyku byli Adaś i… ojciec Tomek, którzy na krok nie odstępowali od maszyny. Jak bardzo cukier dodaje energii, przekonaliśmy się dopiero po chwili, podczas codziennej mszy świętej, jednak jesteśmy przekonani, że Pan Bóg z radością przyjął wyjątkowo głośną tego dnia modlitwę. :)

Dopełnieniem intensywnej dla nas środy było zorganizowane na tyłach klasztornego ogrodu ognisko, podczas którego odwiedziły nas hodowane przez miejscowych Cystersów konie. Wraz z Podopiecznymi mogliśmy zajadać się kiełbasą z grilla i grzankami, cierpliwie przygotowywanymi przez doglądającego ogniska Tomka Kasprzyka.

Jeśli ktoś myślał, że po pięknym, ale męczącym dniu poprzednim w czwartek zwolnimy tempo, ten się mylił. W kolejne już słoneczne przedpołudnie postanowiliśmy zorganizować festiwal kolorów. Chmury barwnego pyłu ku wielkiej radości Podopiecznych (a może bardziej nawet opiekunów) co chwilę wznosiły się na tle niemal granatowego nieba, a głośne okrzyki tego dnia usłyszeli chyba nawet mieszkańcy najdalszej części Szczyrzyca. Trzeba też przyznać, że choć ta małopolska wieś jest piękna sama w sobie, takiego kolorowego wydarzenia chyba nie pamiętała.

Popołudniu w niedalekich Pogorzanach czekał na nas pokaz miejscowej straży pożarnej, dzięki której mogliśmy poznać nie tylko krótką historię i wyzwania tej trudnej i niebezpiecznej pracy, ale co najważniejsze samemu sprawdzić jak siedzi się za kierownicą strażackiego wozu, polewać wodą oraz przymierzyć bojowe strażackie umundurowanie, którego aż do ostatniego momentu nie chciał ściągnąć Bartek Buczek.

Żaden nasz obóz nie może się odbyć bez dyskoteki. A warunki do niej mieliśmy znakomite. Kolorowe światła sali w Szczyrzycu dopełniały głośną muzykę, wobec której niemal nikt z Podopiecznych i opiekunów nie pozostawał obojętny. Co prawda jak zwykle niektórych – szczególnie Krystiana Szczepaniaka oraz Łukasza – bardziej od tańczenia interesował stół z napojami i przekąskami, ale do takiej prawidłowości zdążyliśmy się już wszyscy przyzwyczaić.

Choć tegoroczny wyjazd nietypowo kończyliśmy w piątek, jeszcze tego samego dnia udało nam się odwiedzić znaną już z poprzedniego obozu salę zabaw Giboland w Myślenicach. Basen z kulkami, piętrowy labirynt z torem przeszkód oraz inne atrakcje, zawsze są gwarancją dobrze spędzonego przedpołudnia.

Po powrocie do Szczyrzyca pozostało nam już tylko podczas pożegnalnej mszy świętej podziękować Panu Bogu za kolejny niesamowity czas, jaki nam podarował. Jesteśmy przekonani, że choć minął on nam bardzo szybko, był dla nas szansą na ponowne zrozumienie, że w trudnej i wymagającej codzienności, ciągle jest miejsce na bezinteresowną przyjaźń i poświęcenie oraz oderwanie się od schematów. Tych w Łanowej nikt nie znajdzie. Bo choć można próbować (i naprawdę warto!) nas poznać, ogrom spotykanego tam ciepła i miłości zawsze jest wielką siłą, która nakręca nas na kolejne miesiące.

Oczywiście do następnego obozu! :)

Podłączone albumy

Poznaj ich lepiej


Subskrybuj